Barcelona – turboturystycznie

Barcelona jest stosunkowo łatwo dostępnym  miastem dla podróżujących nisko kosztowo. Tanie linie lotnicze latają tam bezpośrednio z kilku głównych miejsc w Polsce. Występujące na tych trasach regularnie niskie ceny, stabilna – wysoka temperatura, obecność Morza Śródziemnego przy jednoczesnej metropolitalnej atmosferze miasta, bliskość gór, a do tego moc typowych atrakcji turystycznych z dziełami i legendą Gaudiego. Nie dziwi zupełnie, że Barcelona jest idealnym celem dla turystów z Polski i stale zyskuje na popularności.

LOT I KOMUNIKACJA

Przylot tanimi liniami lotniczymi z Polski bezpośrednio do El Prat jest możliwy z Gdańska, Katowic, Poznania i Warszawy-Okęcia WizzAirem oraz z Warszawy-Modlina linią RyanAir. Ponadto na lotnisko Girona-Barcelona można też dolecieć RyanAirem z Poznania i Wrocławia. Dojazd z El Prat do centrum Barcelony należy do stosunkowo nieskomplikowanych i w najprostszym wariancie może zostać zrealizowany pociągiem podmiejskim R2 (Rodalies Barcelona) biletem jednorazowym w cenie 4,10 € (aktualizacja: stan na styczeń 2016 roku) lub jako część karnetu dziesięciu biletów, tzw. T10 za kwotę 9,95€, który wymaga 1 skasowania na 1 przejazd i może być ponownie używany na przejazdy metrem i autobusami aż do wyczerpania. Jeden karnet T10 można także współdzielić z innymi osobami, a pociąg R2 na trasie z lotniska zatrzymuje się na poniższych stacjach: El Prat de Llobregat, Bellvitge, Barcelona Sants, Passeig de Gràcia i El Clot Aragó. Lotnisko w Gironie jest tak naprawdę tylko zapleczem dla El Prat, przyciągając raczej turystów chcących w pierwszej kolejności udać się na Costa Brava. Mimo tego dojazd bezpośrednio jest możliwy i odbywa się go autobusem w cenie ok. 15€ za przejazd w jedną stronę (nieznacznie zaoszczędzić można kupując od razu bilet powrotny).

Ponieważ nasza podróż odbyła się na warunkach turboturystycznych skorzystaliśmy z faktu, iż loty Gdańsk-Barcelona realizowane są 2 razy w tygodniu i wylądowaliśmy w El Prat niedzielnym wieczorem, do domu wróciliśmy już na przełomie środy i czwartku, rano meldując się w pracy. Do tego pobyt przypadł także na Święto Niepodległości Rzeczpospolitej, dzięki czemu na cały wyjazd „zużyliśmy” 2 dni urlopowe. Dokładnie w dniu naszego przylotu, tj. w niedzielę, odbyło się w Katalonii nieoficjalne i negowane przez władze w Madrycie referendum dotyczące poparcia społeczeństwa dla idei niepodległej Katalonii. 80% głosujących wyraziło poparcie dla proklamacji niepodległości Katalonii. Według danych zebranych na miejscu w głosowaniu wziąć udział miało 2 miliony spośród ponad 5 uprawnionych. Oczywiście głosowanie nie zmieniło nic, żądania Katalończyków znane są od lat i od lat nie są one uznawane przez Madryt.

Barcelona wyraźnie podkreśla swoją przynależność
Barcelona wyraźnie podkreśla swoją przynależność
... i tak na każdym kroku.
… i tak na każdym kroku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chociaż Barcelonę zwiedzaliśm już po referendum i ominęły nas spontaniczne i zaplanowane akcje zachęcające i przypominające o referendum (takie jak np. zorganizowane tłuczenie w metalowe garnki o ustalonej godzinie wraz z okrzykami „Independencia!”) ślady przygotowań po referendum były w dalszym ciągu widoczne. Rzeczywiście spacerując po Barcelonie ciężko zapomnieć, że w pierwszej kolejności jest ona częścią Katalonii, a dopiero w drugiej Hiszpanii. Na oknach, balkonach i tarasach ogromnej ilości kamienic wywieszano flagi w tradycyjnych barwach Katalonii żółto-czerwonych udekorowaną gwiazdą symbolizującą otrzymanie niepodległości z rąk Hiszpanii co stało się udziałem Portoryko i Kuby, a o czym marzą do dziś w Katalonii.

Ogromną zaletą Barcelony oprócz ilości atrakcji jest komunikacja miejska. Do większości z miejsc istotnych dla turystów można dostać się pieszo lub korzystając z szybkiego metra. Nieco więcej trudności sprawia poruszanie się pociągami podmiejskimi (nie wszystkie trasy są przejezdne na wspólnym bilecie T10), mimo tego sposób podróżowania po Barcelonie możemy śmiało określić jako dogodny (jeśli akurat w mieście nie odbywają się strajki obsługi metra, co dzieje się stosunkowo często i jest materiałem na inną opowieść).

Pierwszy widok - Casa Battlo wieczorem
Pierwszy widok – Casa Battlo wieczorem

PASSEIG DE GRACIA I GAUDI

I tak już pierwszego wieczoru wysiadając z pociągu z El Prat na Passeig de Gràcia (jednym z głównych traktów, który zwłaszcza wieczorem oddaje atmosferę miasta, które nigdy nie śpi) odkrywamy pierwszą kartę na mapie obiektów związanych z ikoną Barcelony – Antoni Gaudím, a mianowicie kamienicę mieszkalną zwaną od rodziny do której należała Casa Batlló. Za przebudowę budynku odpowiadał w 1905 rok Gaudi i trzeba przyznać, że obok finałowego efekt nie sposób dziś przejść obojętnie. Ogromne wrażenie robi zwłaszcza widziana z bliska z uwzględnieniem zdobiącej ją detali. Dziś jest ona pod stałą obserwacją dziesiątek, jeśli nie setek turystów. A pomyśleć, że zlecający przebudowę Josep Batlló chciał początkowo zburzyć cały budynek.

Sam Gaudí jest bardzo silnym magnesem, także dla tych nie zainteresowanych architekturą. W mieście organizowane są niezliczone wycieczki rozsianymi po całym mieście śladami architekta, które pozwalają poznać bliżej postać tego wybitnego Katalończyka. Gaudí nie urodził się w Barcelonie, jednak losy jego zubożałej rodziny zmusiły go do poszukiwania lepszego życia w tym mieście. To pozwoliło na dalsze jego kształcenie pod okiem najlepszych ówczesnych architektów Katalonii. Gaudí wyniósł typowy dla Katalonii styl secesji na niespotykany poziom. Efekty jego działalności wzbudzają zachwyt turystów z całego świata także i dziś. Z resztą Gaudí inspiruje nie tylko turystów, jego wpływy widać też u innych architektów, m.in. Friedensreicha Hundertwassera, którego budowle mieliśmy już okazje podziwiać podczas odwiedzin Wiednia.

BARRI GOTIC

Barri Gotic w całej okazałości
Barri Gotic
Wirydaż katedry św. Eulalii
Wirydaż katedry św. Eulalii

Dnia następnego wybraliśmy się na spacer po Barri Gòtic mocno zabudowaną dzielnicę średniowieczną. Obecność tak starych śladów historii Barcelony to z resztą kolejny silny atut tego miasta. Leniwy spacer wąskimi uliczkami pozwolił nam odkryć kilka smaczków najstarszej dziś części miasta. Na pewno należą do nich masywne filary antyczne, mury miejskie, baszty pamiętające czasy świetności Cesarstwa Rzymskiego. Nie sposób przegapić też Katedry świętej Eulalii z interesującym wirydarzem którego, niczym ogary, strzeże trzynaście białych gęsi na cześć patronki świątyni św. Eulalii – męczenniczki katolickiej. W trakcie naszego pobytu wejście do środka nie było płatne. Ponieważ Barcelonę opanował trend wymuszania opłat za wizyty w miejscach uchodzących za atrakcje turystyczne sytuacja ta może się zmienić w najbliższym czasie.

Ciężko sobie wyobrazić że górą płynęła woda
Kolumny z czasów Rzymskich w dziedzińcu kamienicy

LA RIBERA I LA RAMBLA

Po sąsiedzku z Barri Gòtic na odpoczynek po zwykle intensywnym zwiedzaniu zaprasza La Ribera z jej rozległymi parkami i bardzo rozpoznawalnym Łukiem Triumfalnym. Wyglądem Łuk barceloński nie przypomina tego znanego z Paryża, czy na przykład Bukaresztu. Nie jest to z resztą typowy łuk dedykowany defiladom po zwycięskiej bitwie a jego powstanie było związane z odbywającej się opodal w 1888 roku wystawie światowej. Korzystając z okazji odpoczywamy w pobliżu w zacienionym Parku Cytadeli. Wychodząc z parku wcielamy się w typowego turystę odbywając konkretny spacer wzdłuż dwóch najbardziej rozpoznawalnych alei Barcelony tj. Passeig de Colom i La Rambla spotykających się niemal prostopadle przy pomniku Krzysztof Kolumba. Po drodze tymi spacerowymi alejami mijamy mnóstwo ludzi, w większości zajętych cykaniem sobie zdjęć. Cóż – znak czasów, mam tylko nadzieję, że to nie jedyne do którego trafia większość turystów odwiedzających Barnę (jak miejscowi mówią o swoim mieście), byłoby to po prostu szkoda…

Łuk tryumfalny - poziom Barcelona
Łuk tryumfalny – poziom Barcelona

Wieczór spędzamy spacerując po Raval nieco przykurzonym (choć zdecydowanie nie zaniedbanym) sercu miasta dziś opanowanym przez imigrantów. Może ze względu na mniejszą ilość turystów, a może ze względu na większą różnorodność, pomimo mniejszej ilości atrakcji turystycznych, nam całkiem się tam podoba.

O BARCELONIE SŁÓW KILKA

A wieczorem...
A wieczorem…

W tym miejscu nie możemy nie wspomnieć o kolejnej charakterystyce Barcelony. Jestem przekonany, że każdy z podróżników/turystów z czasem wyrabia pewien subiektywny sposób oceniania odwiedzanych miejsc. O ostatecznym odbiorze miejsca decydują rzeczy nieczytelne dla pozostałych. Dla jednych to ceny biletu za komunikację miejską, dla innych cena bochenka chleba, ilość interesujących muzeów w danej tematyce, kantorów w centrum (nieraz zdarzyło mi się nadrabiać dodatkowych metrów z braku gotówki w lokalnej walucie), zabytków lub problemy takie jak (nie)możność płacenia za bilety komunikacji miejskiej w banknotach (spróbujcie kiedyś świeżo po przylocie do Brukseli kupić bilet na metro nie mając monet w Euro). W takim rozrachunku turysta w Barcelonie nie powinien czuć się źle i tak też było w naszym przypadku. Mimo tego po krótszym pobycie w Barcelonie mogliśmy nabrać przekonania, że ze względu na przytłaczającą ilość odwiedzających wygląda jakby miastu niespecjalnie zależało na turystach. Jeszcze w Polsce słyszałem o działaniach miasta mających na celu zmniejszenie ilości turystów przebywających w stolicy Katalonii np. poprzez opodatkowanie osób wynajmujących mieszkania (np.: poprzez serwis AirB&B). Do tego w naszych mediach pojawiały się reportaże z mieszkańcami miasta skarżącymi się na to, że tubylcy celowo opuszczają centrum z niechęci do tłumów przyjezdnych, a lokalne sklepy spożywcze są wypierane punktami z pamiątkami. Widać to również przez wysokie ceny atrakcji turystycznych, niewspółmierne do ich oferty. Dla mnie takim czynnikiem był brak darmowych mapek miasta, nawet w centrach informacji turystycznej. Oczywiście mam świadomość, że nic za darmo, ale rozdawanie choćby mapek poglądowych jest popularną praktyką promocyjną – lepiej zorientowany turysta powinien siłą rzeczy zostawić więcej pieniędzy w mieście. Z takiego założenia nie wychodzą włodarze Barcelony przez co nawet promocyjna i niskiej jakości mapka będąca jednocześnie reklamą globalnej sieci fast-food kosztuje 1.

FREE WALKING TOUR

Detal z Palau Guell - pasy mają symbolizować flagę Katalonii
Detal z Palau Guell – pasy mają symbolizować flagę Katalonii

Mając w perspektywie płatne odwiedziny w parku czy ceny za wejście do budynku autorstwa Gaudiego sięgającej nawet 20 statystyczny turysta siłą rzeczy poszuka oszczędności gdzie indziej. Stąd bardzo dobrym rozwiązaniem wydaje się skorzystanie z oprowadzania w stylu „Free walking tour” (nie cierpię takich makaronizmów, ale wszelkie próby tłumaczenia na polski wyglądają kiepsko). Idea takiego oprowadzania jest prosta. O stałych porach organizowane jest zwiedzanie miasta z przewodnikiem. Haczyk polega na tym, że organizacja/przewodnik który się tym zajmuje nie jest w żaden sposób dotowany inaczej niż poprzez napiwki od klientów. Napiwki te są wręczane już po zakończeniu zwiedzania, i jak to napiwki nie mają określonej kwoty. Motywuje to przewodnika do jak najlepszego wykonania swego zadania, a turystów nie blokuje przed dołączeniem do grupy. Oczywiście nie wolno o takim zwiedzaniu myśleć, że jest darmowe ale w praktyce nie zdarzyło się byśmy opuszczali takie przewodnika bez pozostawienia napiwku lub będąc rozczarowanym. Podobnie było w Barcelonie, gdzie skorzystaliśmy z usług Runner Bean Tours. Organizacji zajmujących się „Free walking tours” w Barcelonie jest więcej i nie mieliśmy okazji ich sprawdzić, ale na pewno możemy polecić oprowadzanie przygotowywane przez grupę Runner Bean Tours. Schemat przygotowania takiego zwiedzania z Runner Bean Tour jest dość prosty, mianowicie codziennie o 11 na Placu Królewskim (Plaça Reial) organizowana jest zbiórka uczestników, którzy następnie wedle własnych preferencji są rozdzielani na dwa rodzaje oprowadzań tj. „Old city” i „Gaudi tour”. Pierwszego dnia udaliśmy się na oprowadzanie po starym mieście z Jessi, mając okazję na wysłuchanie ciekawych historii o Barri Gòtic. Podobało nam się na tyle, że następnego dnia

La Sagrada Familia - prace trwają
La Sagrada Familia – prace trwają

wróciliśmy na rundę zwiedzania dzieł Gaudiego będąc oprowadzanymi przez Miguela. Na to drugie zwiedzanie należy być przygotowanym na 2 przejazdy metrem. Świetnie do tego nadaje się wspomniany na początku artykułu bilet T10. Trasa zwiedzania pozwala zobaczyć efekty prac Gaudiego w Barcelonie począwszy od lamp już na Placu Królewskim przez Palau Güell, wspominane wcześniej Casa Batlló i Casa Milla, a skończywszy na najbardziej rozpoznawalnym z dzieł Mistrza, tj.: świątyni Świętej Rodziny – La Sagrada Familia. Choć świątynia mimo ponad 100 lat prac nad nią nie została ukończona, jej pierwotne plany stworzone przez Gaudiego spłonęły w wyniku hiszpańskiej wojny domowej toczonej po śmierci architekta, nie przeszkadza to lawinom turystów w odwiedzaniu jej. Zaporowa cena 15€ nas powstrzymała, ale jeśli kiedyś wrócimy tu jeszcze, pewnie skorzystamy z tej możliwości. Może do tego czasu budowa świątyni wreszcie zostanie ukończona? Na razie ostrożne plany szacują przewidywalny koniec prac na rok 2026…

Zwiedzanie trasą Gaudiego nie obejmuje odwiedzin w Parku Güella, wobec czego już po wszystkim podjeżdżamy tam metrem sami. Wstęp do samego centrum parku jest płatny i kosztuje 7wobec czego, jak przystało na turboturystów, też odpuszczamy, ale musimy przyznać że tak jak czytaliśmy sam spacer częścią obrzeżną też jest warty wycieczki w to miejsce. No i daje możliwość zobaczenia widoku na całe miasto. Gdyby tylko nie ten deszcz… Cóż, mamy przynajmniej kolejny powód by tu wrócić.

MONTJUIC I PLAC HISZPAŃSKI

Widok na Palau Nacional
Widok na Palau Nacional

Na środę, ostatni dzień zwiedzania mieliśmy do wyboru zwiedzanie Camp Nou lub Montjuïc (tzw. Wzgórze Żydowskie). Ja obstawałem za pierwszą opcją, Kasia za drugą. Ostatecznie uległem ale nie bez znaczenia był fakt iż dzięki temu mogłem również odwiedzić inny obiekt silnie związany z piłką nożną, tj. Stadion Olimpijski. Jest to arena na której odbyły się przecież Igrzyska Olimpijskie w 1992 roku, na których nasi piłkarze zdobyli srebro (a w finale prowadziliśmy nawet z Hiszpanią). Jest to jak dotąd ostatni sukces naszej piłki. Camp Nou musi poczekać do następnego razu. Sam spacer Montjuïc to też nie lada atrakcja i kolejna możliwość na panoramy miasta z góry. Tym razem z innej strony i w słońcu – tego nam brakowało. Szkoda, że wieczorem wracamy. Schodząc z powrotem na dół podziwiamy Palau Nacional,

Fasada Arenas de Barcelona
Fasada Arenas de Barcelona

w którym mieści się siedziba Narodowego Muzeum Sztuki Katalońskiej. Mieliśmy złapać komunikację przy Plaça d’Espanya który sam w sobie ze swoimi fontannami i kolumnami jest interesującym miejscem, jednak naszą uwagę przykuło coś innego. Tuż przy samym placu znajduje się wzniesiona na początku XX. wieku bardzo charakterystyczna arena (Arenas de Barcelona) służąca do walki byków. Ponieważ ten sposób rozrywki stracił na znaczeniu istnienie stadionu przestało mieć sens arena popadła w zapomnienie ulegając stopniowemu niszczeniu. Trzeba jednak docenić kreatywność miejscowych, którzy nie pozwolili temu wspaniałemu przecież budynkowi na rozpadnięcie się i wykonując kompletnej przebudowy wnętrza (ściany budowli zostały podniesione na obecną wysokość ulicy) pozostawiając fasadę zaaranżowali arenę walki byków na centrum handlowe, gdzie z resztą robimy zakupy na powrót. Efekt końcowy naprawdę robi wrażenie.

Detal z wnętrza Arenas de Barcelona - tu kiedyś walczyły byki
Detal z wnętrza Arenas de Barcelona – tu kiedyś walczyły byki

Ostatnie godziny w mieście spędzamy relaksując się w dzielnicy portowej. Ponieważ Konrad gorąco nam polecał skosztowanie Churrosów – lokalnej słodyczy na samej La Rambli kupujemy za ostatnie Euro paczkę. Coś chyba pokręciliśmy bo choć przypominają z wyglądu nasze faworki, brak w nich czekolady, o której wspominał Konrad, a mimo tego są tak słodkie że wprost skręca na samo wspomnienie. No cóż, nie wszystko mogło się udać…

Ostatnie chwile w Barcelonie
Ostatnie chwile w Barcelonie

PS: Przy okazji nie możemy nie podziękować Konradowi za przyjęcie, wskazówki i opiekę już na miejscu. No więc, dziękujemy i do zobaczenia gdzieś w świecie 🙂

Dzięki za wszystko stary!
Dzięki za wszystko stary!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *