Cud natury – wodospady Iguazu i dziwne trójmiasto

Wodospady Iguazu znajdują się w południowo zachodniej części Brazylii. Dokładnie rzecz biorąc na granicy Brazylii, Argentyny i Paragwaju. Marzeniem turboturystki od zawsze było zobaczenie tego najszerszego (w ilości kaskad) wodospadu świata. Dlatego też w podróży przez Brazylię nie mogło zabraknąć tego punktu, szczególnie, że do Foz de Iguacu latają samoloty lokalnych linii lotniczych.

4_foz (9)
Wodospady Iguazu

Ten rejon Brazylii jest zupełnie inny od reszty kraju. Od razu po wyjściu z samolotu gorąco, wilgoć i słońce dosłownie wbiły nas w ziemię. Wilgotność w powietrzu jest tak duża, że każdy oddech wydaje się ciężki. Dotarcie w takich warunkach do hostelu z plecakiem jest nie lada wyczynem.

Na pograniczu tych trzech państw znajdują się trzy miasta, każde ciekawe na swój sposób. Pierwszym z nich jest Foz de Iguacu. Jest to stosunkowo małe miasto, jednak ma swój małomiasteczkowy urok. Nie ma tam żadnych ważniejszych zabytków, ani atrakcji, jednak mimo tego przyjemnie spaceruje się po Foz. Bardzo zaskakujące jest to, że pomimo prowincji jaką jest Foz de Iguacu, nie mieliśmy tam problemów z porozumiewaniu się w języku angielskim. Już pierwsze chwile w hostelu wprawiły nas w osłupienie gdy chłopak pracujący w recepcji mówił płynnie po angielsku, bez żadnego problemu. Szok na pewno potęgowany był faktem, iż zaledwie dzień wcześniej w samym Rio mieliśmy problem z komunikacją w naszym hostelu. Szybko okazało się również, że w innych miejscach miasta również dogadamy się w języku angielskim, w tym również w……..aptece. Gdzie Pan pomimo braku wiary w swoje umiejętności, udzielił nam fachowej pomocy i wyjaśnień w języku angielskim. Po Rio straciliśmy nadzieję na używanie tego języka, dlatego też tak zachwyciło nas to w tym małym Foz de Iguacu. Przy tym wszystkim trzeba dodać, że zarówno pracownicy hostelu, pan z apteki i inni reagując na nasze komplementy i zachwyt z wrodzoną w sobie skromnością byli zmieszani i przypominali, że mieszkają na prowincji i tylko trochę umieją.  W Foz znajduje się ogród botaniczny, będący de facto zoo. Jest to dość smutne miejsce. Klatki są małe, zwierzęta zaniedbane. Innym ciekawym miejscem jest buddyjska świątynia. Miejsce niezwykle ciche, spokojne i relaksujące. Można dojechać do niego autobusem z samego centrum Foz. Trzeba tylko pamiętać, że jest zamknięte w poniedziałki (my zapomnieliśmy).

4_foz (63)
Styk trzech państw: Brazylii, Argentyny i Paragwaju

Drugie miasto trójmiasta to Puerto Iguazu w Argentynie. Trzeba się do niego dostać by z jego dworca autobusowego złapać autobus do wodospadu po argentyńskiej stronie. Pomimo tak bliskiego położenia od Brazylii, Puerto Iguazu ma charakter argentyński, mniejsze, biedniejsze domy, na każdym kroku yerba mate i brakuje jedynie macho na koniach poganiających bydło. Fajnym miejscem w Puerto jest styk trzech granic (Tres Fronteras), z którego można oglądać trzy państwa oddzielone od siebie rzeką Iguazu oraz Paraną.

4_foz (66)
Most nad Paraną, w stronę Paragwaju

Ciudad del Este to paragwajskie miasto tego pogranicza. Ciężko je opisać. Chłopak w hostelu (jak się okazało obywatel Paragwaju) tłumacząc nam jak dostać się za granicę z Paragwajem powiedział na odchodne tylko: „Proszę, nie wyrabiajcie sobie zdania na temat Paragwaju po tym mieście”. Ta rzucona na odchodne prośba, oddaje dokładnie to co nas czekało. Ciudad jest miastem-giełdą, w przenośni i w rzeczywistości. Na każdej ulicy znajduje się setki straganów na których można kupić wszystko. Stragany stoją na drodze (często niepokrytej asfaltem), między nimi chodzą tłumy osób, co jakiś czas przeciska się głośno trąbiąc samochód. Jedyne budynki stojące w centrum to ogromne centra handlowe z kolejnymi straganami, tylko w bardziej ekskluzywnym wydaniu (czyli z klimatyzacją). Jest to zagłębie wszystkich podróbek jakie tylko można sobie wyobrazić. Po 15 minutach przeciskania się między ludźmi byliśmy absolutnie wyczerpani. W tym paragwajskim mieście Brazylijczycy i Argentyńczycy kupują taniej ubrania, elektronikę i wiele innych dóbr. Prawdopodobnie rzeczy te są tam tańsze, jednakże w naszym przypadku zadziałał „gringo efect”, przez co nie załapaliśmy się na żadną promocyjną ofertę, gdyż dla nas były specjalne ceny.

4_foz (13)
Wodospady Igazu po stronie brazylijskiej

Często jednak jedynym i najważniejszym celem dotarcia w pogranicze są Wodospady Iguazu. Wodospad ma szerokość około 2 km i składa się z 275 odrębnych progów skalnych. Średni przepływ wody wynosi 1756 m³/s, a szum wody słyszany jest w promieniu 20 km. Spędziliśmy wiele godzin na analizie tego, z której strony najlepiej podziwiać ten cud natury, oglądaliśmy zdjęcia satelitarne i zamieszczone na gogle street wiew. Po tym wszystkim oraz po wizycie tam znamy odpowiedź na to pytanie. Najlepiej oglądać je z obu stron. I nie chodzi o to by spędzić tam aż tyle czasu, ale o to, że z każdej strony wrażenia są totalnie inne. Strona brazylijska umożliwia nam podziwianie panoramy wodospadów z drugiego brzegu. To z niej można zrobić charakterystyczne zdjęcie panoramy wodospadów. Argentyńska strona natomiast swoimi ścieżkami prowadzi nas pod albo nad wodospady, dając możliwość wręcz ich dotknięcia.

Wodospady zapierają dech. Nie da się tego opisać, nic nie odda tego co tam się doświadcza. Żadne zdjęcie nie pokaże tego piękna, żaden film nie wyrazi tej siły natury. To trzeba zobaczyć, tą tęczę pojawiającą się pod każdym kątem. Trzeba poczuć zapach wilgotnego lasu subtropikalnego, dać się ogłuszyć szumowi wody, poczuć na skórze miliony kropelek wody unoszących się w powietrzu i stracić oddech od siły z jaką spadają hektolitry wody. W takich miejscach człowiek uświadamia sobie, jak małym elementem przyrody jest i jak wielką siłę ma natura. Z góry wodospad Iguazu wygląda jak ogromna wyrwa w której znika z pozoru szeroka i spokojnie płynąca rzeka Iguazu.

4_foz (30)
Po stronie brazylijskiej

Strona brazylijska

Przy wejściu do parku można rozszerzyć bilet o dodatkowe atrakcje. Do wyboru są między innymi piesza wycieczka przez dżunglę, pływanie kajakiem po rzece, wypłynięcie na łodzi pod wodospad. Główna trasa widokowa do podziwiania wodospadów jest jedna. Turyści poruszają się po betonowych chodnikach i schodach wzdłuż rzeki. Na trasie znajduje się wiele platform widokowych z których można oglądać wodospady. Najtrudniejszą rzeczą jest zrobienie zdjęcia stojąc na tarasie widokowym, bez obcych ludzi wchodzących w kadr. Niestety w tych miejscach tłoczy się zawsze dużo ludzi. Z racji ogromnej wilgotności wszystko również staje się mokre. Jednakże widoki rekompensują nawet tłum wkurzających fanów selfiesticków. Zmierzając ścieżką przechodzi się przez wiecznie zielony ras subtropikalny zwany atlantyckim. Możemy podziwiać rośliny, zwierzęta i owady. Przed nosem wyszła nam na ścieżkę młoda tarantula. Na drzewach dobry obserwator może wypatrzeć kolorowe papugi albo małpy. Najgroźniejszym zwierzęciem jest quati (ostronos), choć ich długi pyszczek wygląda niezwykle uroczo. Nie dajcie się zwieść pozorom. Są to niezwykle podstępne i bezczelne zwierzęta. Żyjąc tak blisko turystów, nauczyły się korzystać z tego faktu pełnymi garściami. I to dosłownie. Ale od początku. Po przejściu przez bramę parku główny odcinek do początku ścieżki odbywa się autobusem. W autobusie w kilku językach trzeba wysłuchać jakby regulaminu parku, w którym wyraźnie zwraca się uwagę by nie karmić quatisów, a nawet nie jeść w ich obecności. Brzmi to dziwnie, ale wszystko szybko się wyjaśnia jak na ścieżce staje quatis. Potrafi się on rzucić na torebkę foliową trzymaną przez człowieka. Przecież najczęściej w torebkach trzyma się jedzenie. Quatis nie boi się człowieka, gdy tylko wyczuje jedzenie zmierza do wyznaczonego celu. Zwierzę to nie jest duże, sięga może do kolan, jednak jego długie i ostre pazury zniechęcają do bezpośredniego starcia. Piotrek jednak mimo to odbył walkę z quatisem. Został zaatakowany przy wyciąganiu kanapek, doprecyzujmy przy stole małego baru znajdującego się przy końcu trasy. Quatis wskoczył na stolik i zaczął wyrywać Piotrkowi z rąk worek z kanapkami i…. co najcenniejsze – kabanosami (jeszcze z Polski). Starcie skończyło się porażką dla Piotrka. Quatis uciekł z workiem kanapek, udało się tylko uratować kabanosy.

4_foz (42)
Quatisy
4_foz (103)
Quatis akrobata

 

 

 

 

 

 

 

Pod koniec ścieżki znajduje się pomost wychodzący w wodę z tarasem widokowym z którego można podziwiać z dołu najwyższy punkt wodospadów czyli tzw. Gardziel Diabła. Wychodząc na pomost trzeba ubrać się w płaszcz przeciwdeszczowy i przygotować na to, że wszystko będzie zaraz mokre. Dodatkowym utrudnieniem są silne podmuchy wiatru zacinające kroplami wody.  Po odświeżającym prysznicu dociera się do budynku z dwoma piętrami platform. Na górną platformę wjeżdża się windą. Platformy znajdują się dosłownie na wyciągnięcie ręki od wodospadu. Huk spadającej wody czuć w całym ciele. Można dostrzec ptaki wirujące nad spadającą wodą. W tym miejscu większość osób kończy wycieczkę po wodospadach ze strony brazylijskiej. Obok znajdują się bary (quatisy w cenie), sklepiki z pamiątkami oraz ostatni przystanek parkowego autobusu, którym się wraca.  Wracając już do centrum Foz de Iquazu spotkaliśmy bardzo miłe, starsze małżeństwo z Polski. Okazało się, że w sumie mają 148 lat, i podróżują razem od ponad 40. Dla nas było to spotkanie z prawdziwymi kolosami. Udało nam się wysłuchać paru historii z podróży i zdążyć podziwiać doświadczenie i wiedze jaką emanowali. Serdecznie pozdrawiamy jeśli kiedykolwiek wpadną na tą stronę.

4_foz (36)
Wodospady – widok z platformy widokowej

Strona argentyńska

4_foz (137)
Gardziel Diabła

Argentyńska część wodospadów różni się od brazylijskiej przede wszystkim organizacją tras do zwiedzania. Po tej stronie jest ich więcej i prowadzą bliżej wodospadów. Przejście wszystkich 3 ścieżek zajmuje kilka godzin, zależnie od tempa, dlatego też trzeba zarezerwować na wycieczkę cały dzień. Trasę do najwyższego punktu wodospadów Gardzieli Diabła częściowo pokonuje się małym pociągiem, który dowozi turystów do początku mostów prowadzących przez rzekę do platformy zawieszonej nad najwyższą studnią wodospadów. Mostki są metalowe i przez ponad kilometr prowadzą nad spokojnie płynącą, bardzo szeroką rzeką. Pod pomostami można podziwiać czasem bardzo duże ryby, nad turystami latają kolorowe motyle. Nam udało się zobaczyć dużego żółwia, który zatrzymał się na krótki odpoczynek na podstawie mostów. Myślę, że jeszcze nie wiedział co go czeka za kilkanaście metrów. Zbliżając się do Gardzieli z daleka widać co jakiś czas białą, złowrogą chmurę wody. Wygląda to trochę jak para wodna unosząca się nad wrzącym garnkiem. Po wejściu na taras widokowy pod nogami tak huczy woda, że wszystko aż drga. Ilość kropel wody w powietrzu powoduje mgłę, która przy podmuchu z dołu wiatru się rozwiewa. Z każdej strony widać tęcze. Podmuchy wiatru czasem są tak silne, że zabierają w białą otchłań czapki czy okulary z głowy. Huk wody ogłusza, i zapiera dech, wrażenie jest niesamowite.

Inne trasy również pozwalają na bardzo bliski kontakt z tym najwspanialszym cudem natury. Obie ścieżki stanowią pętle. Najbardziej wysunięta na północ prowadzi przez wiecznie zielony las subtropikalny. Między gęstą dżunglą miejscami można podziwiać piękne wodospady. Z tej trasy odbija również ścieżka do łodzi, którymi można przepłynąć na wyspę San Martin. Na niej również znajduje się krótki szlak turystyczny. Niestety nie zawsze dopłynięcie do wyspy jest możliwe, przy wysokim stanie wód łódka nie kursuje. Obok przystani tej łodzi, zorganizowana jest również przystań pontonów, którymi turyści mogą podpłynąć w miejsce gdzie spadająca z ogromnym hukiem rozbija się o rzekę. Ta atrakcja jest dodatkowo płatna. Można ją wykupić na miejscu jednak zdecydowanie lepiej zrobić to przy wejściu do parku narodowego. Od razu można wtedy wybrać godzinę o której chcemy wypłynąć.

4_foz (89)
Ponton podpływa pod wodospad San Martin

Ponton z około 20 turystami podpływa najpierw pod wodospad San Martin, następnie pod Salto Tres Mosqueteros na odległość umożliwiającą zrobienie zdjęć i podziwianie wodospadów z poziomu wody. Rzeka pod wodospadami jest mocno wzburzona, kapitan prowadzący ponton manewruje nim tak by zapewnić bezpieczeństwo turystów. Na pontonie znajduje się również pan z obsługi, który wyjaśnia zasady bezpieczeństwa (tylko po hiszpańsku) oraz w odpowiednim momencie nakazuje schować aparaty do specjalnych wodoodpornych worków  mówiąc dosadnie „now shower”. Wtedy kapitan pontonu zapewnia wzrost adrenaliny, przyśpieszając i robiąc gwałtowne zwroty. Utrzymując ponton prostopadle do fali podpływa prawie pod spadające ściany wody. Huk dosłownie zapiera dech w piersiach. Człowiek czuje się przytłoczony tą olbrzymią masą wody i siła jej uderzenia, ciężko złapać oddech. Jest to niezapomniane doświadczenie. Rejs jest dodatkowym wydatkiem (w przeliczeniu z peso około 100 zł) jednak warto urozmaicić sobie w ten sposób wycieczkę.

Druga ścieżka prowadzi metalowymi alejkami między rozlanymi po lesie mniejszymi odnogami, następnie wzdłuż krawędzi wodospadów, kończąc się  nad wodospadem San Martin. Z tej ścieżki rozciąga się piękny widok na kilkanaście kaskad. Spacerując po dżungli trzeba wczuć się w charakterystyczny jej zapach i dźwięk. Oprócz szumu wody w tle, słuchać koncert cykad, krzyki małp i innych zwierząt. Metalowe alejki mają wiele plusów. Jedną z nich jest na pewno mniejsze prawdopodobieństwo natknięcia się na tarantule albo inne owady. Myśleliśmy, że ogranicza to również bezczelność quatisów, które pewnie nie chciałby by się wspinać na zawieszone na kilku metrach alejki. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że quatisy bardzo dobrze potrafią się wspinać, a przejście po wąskiej poręczy również nie stanowi dla nich problemu. Nauczeni doświadczeniem nie próbowaliśmy już jeść w obecności tych zwierząt.

Wodospady Iquazu to najpiękniejszy i najokazalszy z cudów natury jakie widzieliśmy. Wspomnienia z tego miejsca będą nam na pewno towarzyszyły do końca życia. Wszystkim polecamy odwiedzenie tego miejsca oraz wybranie się na dwie strony rzeki Iguazu, by doświadczyć pełnego obrazu nieokiełznanej mocy przyrody.

Na koniec kilka informacji praktycznych:

  1. Jak dojechać do wodospadów Iguazu?

Do brazylijskiego miasta Fos de Iguazu można dolecieć samolotem. Dolatuje tam większość lokalnych linii lotniczych – GOL, TAM itd. My lecieliśmy linią GOL z Rio de Janeiro przez San Paulo. Ceny biletów nie są bardzo wysokie, z odpowiednim wyprzedzeniem bilet można kupić za 60 – 80 dolarów.

Z lotnika do centrum Foz de Iguazu jedzie autobus (nr 120). Jest to ten sam autobus, który jedzie również do wodospadów. Odjeżdża on z dworca autobusowego w samym centrum Foz. Bilety kupuje się jak wszędzie w Brazylii w autobusie przechodząc przez kołowrotek. Jeśli chce się jechać z dworca bilet trzeba kupić przed wejściem na teren peronów, gdyż jeden bilet umożliwia przesiadanie się na inne linie. Podróż do wejścia Parku Narodowego trwa około 25 minut. Bilet autobusowy to w przeliczeniu około 2 zł.

Do argentyńskiej części wodospadów, również dostaniemy się komunikacją autobusową. Z Foz odjeżdża autobus który nie ma numeru jednak posiada tabliczkę z nazwą argentyńskiej miejscowości Puerto Iguazu. Na granicy wszyscy muszą wysiąść z autobusu i udać się do okienka straży granicznej, gdzie sprawdzane są paszporty oraz prześwietlany bagaż. Po odebraniu wszystkich pasażerów autobus jedzie do centrum miasta gdzie znajduje się dworzec autobusowy. Tam można kupić bilet na autobus do Cataractas Iguazu, który zawiezie nas do Parku Narodowego.

  1. Wejście do wodospadów Iguazu.

Wejście do Parku Narodowego Iguazu po stronie brazylijskiej to około 80 reali, czyli około 80 zł. Oczywiście dodatkowo płaci się za wszystkie atrakcje typu safari, spływ kajakiem itd. Jeśli jednak ktoś planuje być po stronie argentyńskiej, atrakcje są tam tańsze. Po stronie brazylijskiej w cenie wliczony jest autobus zawożący turystów przez dżunglę do początku trasy turystycznej.

Wejście do Parku W Argentynie nas kosztowało więcej. W przeliczeniu było to około 100 zł. W czasie kiedy my byliśmy w Brazylii, Argentyna miała problemy z inflacją, przez to ceny poszły mocno do góry. Mimo tego atrakcje dodatkowe jak wypłynięcie pod wodospad na pontonie są tańsze niż w Brazylii (około 100 zł).  W cenie biletu do Parku jest również przejazd pociągiem do trasy do Diabelskiej Gardzieli.

  1. Co zabrać ze sobą jadąc do wodospadów?

Jest kilka rzeczy o których trzeba pamiętać pakując się na wyjazd do Parku Narodowego Iguazu:

  • płaszcz przeciwdeszczowy (taka pelerynka foliowa, jest mała i lekka), przyda się przy platformach, które są owiewane wodą z wodospadów
  • spraye, kremy, żele na komary – to jest rzecz którą w Brazylii trzeba mieć zawsze przy sobie. A w lesie subtropikalnym szczególnie.
  • prowiant. W Parku Narodowym są bary i miejsca do jedzenia, jednak na większej części szlaku nie ma takich miejsc (szczególnie po stronie argentyńskiej). Warto więc mieć kanapki. Tylko uważajcie na quatisy i naprawdę nie jedzcie w ich obecności.
  • krem przeciwsłoneczny z filtrem UV
  • czapka na głowę
  1. Komunikacja z miastami trójmiasta.

Z Foz de Iquazu do Argentyny jedzie autobus do Puerto Iguazu. Przekraczając granicę trzeba odbyć kontrolę, jednak wracając z powrotem do Brazylii nie trzeba już iść do punktu straży granicznej. Wiązało by się to z wypełnianiem na nowo karty imigracyjnej (którą otrzymuje się po przylocie do Brazylii i której nie można zgubić). Wyjątkiem jest sytuacja gdy do Brazylii docieramy do Foz właśnie z Argentyny albo z Paragwaju. Wtedy trzeba poprosić kierowcę by zatrzymał się na granicy i iść załatwić formalności. Brak karty imigracyjnej przy opuszczaniu Brazylii wiąże się z dużymi problemami i karą oczywiście finansową.

By wybrać się do Paragwajskiego Ciudad del Este trzeba z dworca w Foz de Iguazu wybrać odpowiedni autobus jadący w okolice Mostu Przyjaźni. Aby łatwiej poruszać się po mieście polecamy aplikację Busão BV

(https://play.google.com/store/apps/details?id=br.diego.ufrr.busaobv.app&hl=pl) , w której znajdziemy rozkład jazdy oraz trasy autobusów Foz de Iquazu. Po dojechaniu w okolice mostu, można pieszo przejść do Paragwaju. Nie trzeba przechodzić żadnej kontroli granicznej, ale nie można stracić szansy uzyskać pieczątki Paragwaju w paszporcie.

  1. Gdzie spać przy wodospadach Iquazu?

Znalezienie schludnego i stosunkowo taniego noclegu w Foz de Iquazu nie jest trudne. Na booking.com można przebierać w ofertach. My mieliśmy hostel Iguazu Falls położony na trasie z wodospadów do centrum Foz (Av. Das Cataratas). Był bardzo czysty i przyjemny. Oczywiście jego największą zaletą była obsłucha mówiąca płynnie po angielsku oraz śniadania które były pełne owoców, soków oraz najlepszych na świecie serowych babeczek, robionych przez gospodynię. Jeśli ktoś planuje więcej dni w Foz de Iquazu powinien szukać noclegu przy centrum. My mieliśmy do centrum około 20 minut piechotą. Jednak komunikacja miejska nie jest problemem, dlatego też można znaleźć najbardziej odpowiadający nam hostel. W Foz jest jedno centrum handlowe i kilka dyżych supermarketów w którym można robić zakupy. Na głównej ulicy (Av. Brasil) znajdziemy wiele kantorów, sklepów z pamiątkami i barów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *