Indonezja – tysiące wysp, tysiące wrażeń

Indonezja to nietypowy kraj. Zbudowany jest z ponad 18 tysięcy wysp, z czego prawie każda z nich mogłaby ze swoim językiem, religią, kulturą i tradycją stanowić oddzielne państwo. Podróż po Indonezji to jak podróż z kraju do kraju i naprawdę ciężko czasem określić co te wszystkie wyspy trzyma w kupie.

Planowaliśmy podróż do Azji, po Brazylii czuliśmy, że nadszedł czas właśnie na ten kontynent. Planowaliśmy co prawda, któryś z krajów jeszcze na półwyspie (Tajlandia, Wietnam, itd.), ale zachęceni niskimi cenami lotów uznaliśmy, że w sumie czemu by nie Indonezja? Piękne plaże, palmy, wulkany, rafy – super, a że kraj muzułmański i jakby trochę mniej popularny wśród turystów to może i lepiej. Bilety Etihadu z Wenecji, z przesiadką w Abu Dabi wyniosły  niespełna 400 euro za jedną osobę. Biorąc trzy tygodnie urlopu, po odliczeniu czasu na podróż na miejscu byliśmy pełne dwa tygodnie. To naprawdę mało.

Indonezja jest ogromna. Tak realnie całe wakacje można spędzić na jednej z jej wysp (Bali, Jawa, Sumatra, Borneo, Flores, Celebes…..). Mając do dyspozycji skromny limit urlopu musieliśmy znaleźć kompromis i trasę, możliwą do wykonania w tak krótkim czasie. Spędzenie dwóch tygodni na Bali nie byłoby złym rozwiązaniem, ale nie dla turboturystów. Przecież Indonezja to wulkany, to warany z Komodo, to ogromne świątynie, to orangutany, rafy koralowe, pola ryżowe… I jak to wszystko zobaczyć na powierzchni prawie 2 mln km² rozbitej na ponad 18 tysięcy wysp w dwa tygodnie? Na pewno dużo fajniej, łatwiej byłoby odkrywać Indonezję mając miesiąc albo dłużej, choć i wtedy czasu nie starczyło by na wszystko (tak, przypominamy 18 tysięcy wysp). Nasz plan ukrócił się więc o warany z Komodo, o orangutany na Borneo, o wioski dzikich plemion na Flores i wiele innych. Postanowiliśmy nie odpuszczać Bali oraz Jawy z jej wulkanami i świątyniami z listy UNESCO. Te dwie wyspy różnią się od siebie prawie wszystkim i dzięki temu dają namiastkę Indonezji w mikroskali, bo to w końcu jest taki zlepek zupełnie niepasujących do siebie wysepek.

Kiedy jechać do Indonezji?

My nie mieliśmy trochę wyboru, ponieważ długi urlop zwykle planujemy na jesień. Pozorną elastyczność dawał nam tylko wybór: październik czy listopad? Kupując bilety w takiej cenie jaka była dla nas akceptowalna zdążyliśmy jednak zapoznać się z informacjami w jakich miesiącach w Indonezji jest fajnie. Indonezja leży w klimacie równikowym, na większości wysp występuje pora sucha oraz deszczowe, jednak szybki i nagły deszcz może pojawiać się przez cały rok. Większość ludzi poleca wybranie pory suchej czyli od maja do października. Niestety my trafiliśmy na niespodziewany początek pory deszczowej, która w tym roku pojawiła się wyjątkowo szybko bo już w połowie września. Chmury zalegały co prawda tylko na wysokościach oraz na środkach wysp, plaże były ciągle słoneczne, ale jeśli ktoś bardzo chce zdobywać wulkany powinien brać to pod uwagę. Trzeba też pamiętać o tym, że Indonezja jest krajem muzułmańskim i podczas Ramadanu podróżowanie może być utrudnione, szczególnie na koniec postu czyli w święto Idul Fitri, wtedy Indonezyjczycy przemieszczają się bardzo tłumnie podróżując do swoich rodzin. Ponieważ Ramadan jest świętem ruchomym (przypada każdego roku w innym miesiącu) lepiej sprawdzić to przed zaplanowaniem podróży.

P1120161
Tak wyglądają góry w porze deszczowej

Dlaczego warto?

Bo Indonezja jest tak różnorodna, że słowo egzotyka nabiera innego znaczenia. Na podróżowanie pomiędzy wszystkimi wyspami może nie starczyć życia. Każda wyspa wyróżnia się nie tylko używanym językiem i tradycjami, zwyczajami, przyrodą ale również religią i podejściem do turystów.

Jakie są problemy? I dlaczego trzeba to przemyśleć?

Po powrocie, możemy powiedzieć jedno – Indonezja jest pięknym krajem, ale trudnym dla podróżników takich jak my. Podróżujemy intensywnie i niskobudżetowo. Staramy się trzymać z daleka od problemów, burd, mafii itd. Nie lubimy przepłacać, poruszać się „turystycznymi” szlakami, wozić się taksówkami. Najczęściej nam się to udaje. Nawet gdy nie zdążymy przygotować się do podróży, zawsze udaje nam się dowiedzieć jak gdzieś dojechać, znaleźć autobus, pociąg bez korzystania z agencji turystycznych, taksówek, „przewodników”. Jechaliśmy do Indonezji z przeświadczeniem, że to w końcu Azja, Bali jest małe (rozciągłość z północy na południe to jedynie około 90 km), więc jakoś sobie poradzimy. Ta przekonanie nas zwiodło. Okazuje się, że w Indonezji podstawowe zasady niskobudżetowego turysty muszą zostać złamane albo bardzo mocno zreformowane. Turyście wydaje się tutaj, że wszyscy Indonezyjczycy zmówili się przeciwko niemu. Bo nawet jak wydaje ci się, że przecież ta staruszka sprzedająca „cokolwiek” na ulicy nie ma interesu by nie powiedzieć ci skąd odjeżdża autobus do „gdziekolwiek” (oddalone dajmy na to 15 km), to się mylisz. Okazuje się, że jednak staruszka interes JAKIŚ ma i ci tego nie powie (choć wiesz, że autobus taki istnieje, i nie jest to wyłącznie wymysł), za to doradzi ci byś wziął taksówkę, albo skorzystał z agencji turystycznej. Dla przypomnienia chcesz się dostać z punktu A do B, odległość około 15 km. Staruszka to skrajny przykład, przejaskrawiony, ale na jej miejscu można podstawić każdego – pracownika twojego hotelu, sprzedawcę, czy pracownika oficjalnej informacji turystycznej. Pozornie wydaje się, że Indonezyjczycy są tacy uśmiechnięci, mili i uczynni. Owszem ciągle się uśmiechają, ale bynajmniej nie z sympatii. Można by było to zaakceptować, jeśli wystarczające informacje dałoby się odnaleźć w internecie, lecz niestety graniczy to z cudem. W takiej sytuacji, gdy goni czas turysta zaczyna działać w desperacji i zaczyna rozważać prywatny transport lub specjalne autobusy dla turystów. My nie przywykliśmy do takich wyborów. Pomijając już ceny, które na tle cen indonezyjskich przyprawiają o zawrót głowy. Najgorsza jest bezsilność i świadomość tego, że ktoś bez skrupułów i problemów nabija nas w butelkę. Przecież wiemy, że za te 15 km powinniśmy zapłacić gorsze, a nie więcej niż za nocleg w hotelu z basenem… Nie byłby to problem gdybyśmy byli turystami z Australii, którzy wpadli na krótki urlop by się napić i poleżeć na plaży. Właśnie dlatego uważamy, że Indonezja jest trudna. Trzeba się naprawdę mocno nagimnastykować aby choć zbliżyć się do takiego trybu podróżowania jakie uprawiamy zawsze. Czasem nam się to udawało, częściej niestety nie, ale mimo porażek staraliśmy się ugrać jak najwięcej. W postach postaramy się jak najdokładniej opisać wszystkie te kwestie, przekazując Wam najważniejszą oręż  w walce z wszechobecnym naciągactwem – informację.

W busiku wyszarpanym wbrew mafii
W busiku wyszarpanym wbrew mafii

Jeszcze jeden szczegół: alkohol w Indonezji nie jest popularny. Na Bali oczywiście można pić piwo i drinki zarówno w pubach jak i na ulicy, jednak już na Jawie nie jest to tak oczywiste. Pomijając fakt, że w stosunku do tanich cen innych produktów alkohol jest naprawdę drogi. Butelka piwa  (chyba 0,5 l) kupiona w sklepie kosztuje około 30- 35 tysięcy (10 – 13 zł)! W pubie czy restauracji jest jeszcze drożej. Także jeśli ktoś potrzebuje procentów aby spędzić super wakacje to już wie, że nie będzie to takie proste.

Transport po Indonezji

– AirAsia to dobry wybór by przemieszać się między wyspami, oraz by dolecieć do Indonezji z innych krajów azjatyckich. Ceny biletów są znośne (my za bilet z Jakarty do Denpasar na Bali z niewielkim wyprzedzeniem zapłaciliśmy około 45 euro). Komfort lotu AirAsia można spokojnie porównać do europejskich tanich lini: Wizzair lub Ryanair. Nie będziemy jednak ukrywać, że oba loty które wykonywaliśmy AirAsią były opóźnione (około 3 godzin), ale podobno jest to rzadkością i można to pewnie zrzucić na warunki atmosferyczne i przypadającą w tym czasie erupcję wulkanu na Lombok. Z powodu opóźnienia wylądowaliśmy w Denpasar dopiero po północy. Na pocieszenie steward zaśpiewał nam piosenkę „Heal The World” Michaela Jacksona, tylko ze zmienioną końcówką zamiast „For You And For Me” było „Come to Bali” 🙂

Na lotnisku w Jakarcie nie zawsze tablice pokazują dokładnie to co rzeczywiście się z naszym lotem dzieje. Zmiana bramki była ogłoszona tylko w komunikacie. Natomiast informacja o opóźnieniu podana tylko raz. Niestety aby czegokolwiek się dowiedzieć trzeba iść i wymagać informacji. AirAsia za to po regulaminowych 3 godzinach zapewnia wodę i drobną przekąskę, natomiast po 4 godzinach ciepły posiłek.

Lotnisko w Denpasar to zupełnie inna historia. Po wyjściu z hali przylotów turyści są wręcz napadani przez taksówkarzy i naciągaczy różnej maści. My nastawiliśmy się, zachęceni opiniami innych, że skorzystamy z najlepszej sieci taksówkarskiej w Indonezji – Blue Birda. Niestety nie udało nam się znaleźć tych charakterystycznych taksówek. Okazało się, że ta najbardziej zaufana sieć taksówkarska nie może już przebywać na terenie tego lotniska. Tak to kolejny przykład działalności mafii, tym razem taksówkarskiej. Zrezygnowani i wkurzeni przez naciągaczy wyszliśmy z terenu lotniska, na nieszczęście zaczęło padać. Idąc wzdłuż głównej drogi nie widzieliśmy ani jednej taksówki wybranej sieci. W akcie desperacji „złapaliśmy” stopa, za którego zapłaciliśmy 100 tys. (3o zł) za podwózkę do Sanur. To trzeba powiedzieć wyraźnie, Indonezyjczykom idea autostopu jest tak abstrakcyjna jak piramidy na Marsie.

– Przemieszczanie między miastami jest najtrudniejsze. Na Bali zawsze można skorzystać z shuttle bus, jest to najtańsza z opcji „specjalnie dla turystów”, czyli często jedyna. My musieliśmy skorzystać dwa razy z takiego rozwiązania. Wybraliśmy firmę „PERAMA” (http://www.peramatour.com/). Na stronie można znaleźć rozkład jazdy autobusów, ceny oraz zarezerwować transport. Autobusy są różne niektóre są standardowo duże, inne to raczej busiki, ale mają klimatyzację. Ich główną wadą prócz tego, że podróżujemy wtedy tylko z innymi turystami, jest strategia marketingowa firmy. Perama to agencja turystyczna, mająca w ofercie wycieczki po całej Indonezji. Jak macie na zbyciu dużo pieniędzy możecie wykupić u nich wycieczki wszędzie, hotele, transport, wyżywienie – wszystko. Ich strategia polega na tym, że dojeżdżają do miejsca docelowego shuttle busa i zabierają wszystkich na….obiad. Podczas pałaszowania nasi goreng prezentują propozycje wycieczek. Są w tym bardzo wytrwali, a ponieważ turyści jeszcze nie zdążyli zorientować się w danym mieście i innych propozycjach, pozycja negocjacyjna jest bardzo niska. Skutkiem jest to, że najczęściej wykupują u nich wycieczkę, znacznie przepłacając.

P1290098
Rozkład jazdy busów firmy „Perama” z Sanur (przy porcie z którego odpływają łodzie na Lembongan)

– Droga wodna między wyspami odbywa się najczęściej małymi łodziami, szybkimi motorówkami lub promem. Na wyspę Lembongan czy na tak popularne wyspy Gili pływają tzw. fast-boaty. Są to duże motorówki, zabierające na pokład około 25 turystów. Łodzie te tną fale rozwijając czasem takie prędkości, że po kolejnym podskoku na fali, wszyscy na pokładzie zastanawiają się kiedy poszycie nie wytrzyma. Jak sama nazwa wskazuje są też dość szybkie, na Lembongan dotrzemy w 30 minut (ceny około 200 tysięcy), a na Gili w zależności od miejsca startu 40 minut do 1 godziny. Oczywiście jak można się domyślać, na tym środku transportu też będziemy nabici w butelkę. Podobno do obu tych wysp można dopłynąć publiczną łodzią, wolniejszą, ale też na pewno wiele tańszą. Niestety znalezienie miejsca z którego odchodzą te publiczne łodzie jest bardzo trudne, dlatego w końcu każdy „pęka” i zaczyna targowanie z jednym z kilkudziesięciu naciągaczy różnych firm oferujących fast boat. Między dużymi wyspami jak Bali, Jawa, Lombok, pływają duże promy. Przewożą one ludzi, towary, samochody, a cena biletu na rejs jest bardzo tania (7 tysięcy).

Droga wodna między Bali a Jawą
Droga wodna między Bali a Jawą
P1290087
Na łodzi płynącej na Nusa Lenbongan

– Po Bali jeżdżą małe autobusy zwane tutaj „Bemo””. I choć wydają się tylko legendą, takimi autobusami widmo, to naprawdę jeżdżą. Złapanie takiego autobusiku do innego miasta jest bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Jak uda się zlokalizować którędy jedzie, znaleźć przystanek (choć można je zatrzymać na ulicy), wstać wcześnie rano (Bemo jeżdżą głównie rankiem) i wynegocjować cenę (bo kierowca na pewno uzna, że można na turystach świetnie zarobić). Bemo jeżdżą też po miastach jako autobusiki miejskie, tam dużo łatwiej je złapać. Z tego co wyszperaliśmy z sieci, wiemy, że w dużych miastach Bali jak Denpasar, Singaraja, Almaputra, odjeżdżają busy łączące główne części Bali. Jadą one z „dworców autobusowych”, takich terminali i w dużych miastach najłatwiej je odnaleźć.

– Pociągi na Jawie to swego rodzaju gwóźdź programu. Warto zaplanować podróż tak by chociaż jeden odcinek pokonać pociągiem, klasy ekonomicznej. Pociągi Indonezyjskie nie odbiegają od standardów polskich czy europejskich. W wagonach bezprzedziałowych otrzymamy miejscówkę, ochłodzi nas działająca klimatyzacja, a kontakt z prądem pozwoli podładować telefon lub….ugotować wodę na herbatę lub zupę. Problemem są tylko siedzenia przystosowane do raczej mniejszych ludzi. Indonezyjczycy mieszczą się bez problemu, jednak my kolanami dotykaliśmy siedzenia naprzeciwko. Ceny biletów są niskie, czasem śmiesznie małe (od 27 tys do 75 tys. Czyli od 9 zł do 25 zł). Trzeba tylko pamiętać, że miejsca często się wyczerpują. Lepiej kupić bilet dzień wcześniej. Rezerwację dokonuje się wypisując specjalna karteczkę na dworcu, turystom pomaga w tym, pracownik siedzący z okienku obsługi pasażera. Z wypełnioną karteczką idzie się do kasy i kupuje bilet.

P1290876

Pociągi na Jawie
Pociągi na Jawie

– Na przemieszczanie się po miejscowościach oraz okolicach najlepszym wyborem jest skuter. Korzystaliśmy z tej opcji dwa razy. Wypożyczenie skutera na Bali kosztuje około 50 tysięcy. Na Lembongan zapłaciliśmy 60 tys. (około 20 zł), ale mieliśmy pełen bak paliwa i nie musieliśmy go napełniać z powrotem. W większości miejsc jednak oddać trzeba skuter z taką samą ilością paliwa z jaką się go wypożyczyło. Na Jawie ceny za wypożyczenie skutera są trochę wyższe około 65 tys. Jazda skuterem obiektywnie nie jest trudna. Trudna jest jazda po Indonezji. Ruch uliczny jest chaotyczny , mocno zatłoczony i… lewostronny. Wszyscy ciągle trąbią, bo tam trąbi się aby wyprzedzić swój ruch. Aby kierować skuterem w mieście Indonezyjskim trzeba więc mieć nerwy ze stali. Nie jest to dla każdego i rzeczywiście jeśli ktoś nie czuje się pewnie lepiej aby nie ryzykował. Najgorzej poruszać się po miastach, dlatego warto wyjeżdżać z nich wcześnie rano kiedy ruch jest mniejszy. Na trasach jedzie się dużo lepiej, a nawet przyjemnie. Wszystko zależy co prawda od dróg, na tych wąskich trzeba zachować szczególną ostrożność. Mając skuter na cały dzień można objechać naprawdę duży fragment obszaru, zatrzymując się gdzie się chce. Jest to bardzo fajny sposób na zwiedzanie Bali. Trzeba to dodać jedną uwagę – przed wyjazdem należy wyrobić międzynarodowe prawo jazdy. Zajmuje to 3 dni, kosztuje 35 zł. Naprawdę warto to zrobić, jeśli zostaniemy skontrolowani to za to nie otrzymamy mandatu. Możemy oczywiście dostać za cokolwiek innego ale wtedy już skorumpowany policjant będzie musiał pogłówkować za co wyciągnąć od nas pieniądze. Ważne jest też, że jeśli cokolwiek się stanie (ktoś wjedzie w nas, my wjedziemy w kogoś, wjedziemy w coś) brak międzynarodowego prawa jazdy od razu stawia nas w przegranej pozycji, i jesteśmy sprawcą, ponosząc całą odpowiedzialność za sytuację.

Skuter
Skuter

Jak przygotować się do podróży do Indonezji?

Z powodu tego wszystkiego co opisaliśmy wyżej, do podróży do Indonezji trzeba się przygotować. I nie chodzi o podstawowe przeczytanie przewodnika, wybranie ciekawych miejsc. Jeśli ktoś podróżuje podobnie do nas, problemy z transportem mogą go wykończyć. Dlatego warto szukać i czytać, czytać, czytać. Jeśli chcecie korzystać z Bemo to musicie włożyć dużo cierpliwości i trudu w znalezieniu w internecie informacji na ten temat. Gra jest warta świeczki, bo jeśli uda się zebrać potrzebne informację to oszczędzicie na pewno dużo pieniędzy i przeżyjecie wiele ciekawych przygód podróżując jak miejscowi. Nawet niepełne informacje mają plusy bo przy rozmowie z miejscowym, który twierdzi na pewno, że autobus nie jeździ, pewność siebie i przytaczanie wiadomych informacji oraz zadawanie konkretnych pytań ułatwią nam komunikację i być może uzyskanie reszty potrzebnej wiedzy.

Mając ograniczenie czasowe trzeba wybrać, te atrakcje i miejsca które chcemy zobaczyć. Aby podjąć taką decyzję warto sięgnąć do przewodników i innych informacji. My lubimy czytać blogi. Można z nich wyciągnąć wiele przydatnych informacji nie tylko praktycznych (dotyczących np.: transportu), ale też pięknych opisów cudownych miejsc, czasem mniej znanych. Przed podróżą do Indonezji zaczytywaliśmy się więc w każdej wolnej chwili blogami podróżników. Dzięki temu podjęliśmy decyzję, że na plażowanie wybieramy malutką, spokojną wyspę Lembongan, że rezygnujemy z siedzenia w Kucie, że mimo różnych zdań chcemy zobaczyć delfiny w Lovinie oraz znaleźliśmy super hostel u Emi – Polki mieszkającej w Yogyakarcie. Oczywiście każdy opisuje podróż w swoim stylu, zwraca uwagę na różne rzeczy, dlatego trzeba przeczytać tych postów czasem bardzo dużo by odpowiedzieć sobie na pytania rodzące się w głowie. Czytając subiektywne opisy miejsc i wrażeń różnych ludzi, mamy szansę też przygotować się psychicznie na to co nas czeka. Korupcja, mafia zarządzająca transportem oraz generalnie oszukiwanie turystów powtarza się w wielu historiach. Dzięki temu można przemyśleć wiele rzeczy zanim staniemy z tą rzeczywistością oko w oko. Sami spisujemy swoje wrażenia by dołożyć do tego cegiełkę, już nieco bardziej na czasie niż te wcześniejsze.

Poniżej kilka blogów, które przed wyjazdem turoboturystka znała prawie na pamięć, i które przyniosły wiele przydatnych informacji: emiwdrodze.pl, zalatani.com, pojechana.plmilesfromhome.pl i wiele innych.

Przygotowanie to również pakowanie.

Co zabrać w podróż do Indonezji?

Oprócz rzeczy oczywistych, których tutaj nie będziemy wymieniać, postaramy się opisać te mniej oczywiste.

Indonezja jest ciepłym krajem, ale jeśli w planie jest wchodzenie na wulkany, na dodatek nocą by zobaczyć wschód słońca to nikt nie pogardzi ciepłym polarem, a nawet zimową czapką.

Warto zabrać ze sobą moskitierę. W większości miejsc noclegowych nie jest ona na wyposażeniu. Te które można kupić u nas mają obręcz którą można złożyć, dzięki temu moskitiera zajmuje bardzo mało miejsca w plecaku. Oczywiście dobry spray na komary z DEET 50% (np. Mugga) jest niezbędny, ale kładąc się do łóżka nie każdy lubi być opryskany. Dlatego też warto rozważyć elektryczne odstraszacze komarów takie z płynem albo z „kartonikami”. Powodują one, że wszystko co dostało się do pokoju zostaje zneutralizowane.

Własna moskitiera to zawsze dobry pomysł
Własna moskitiera to zawsze dobry pomysł

Krem do opalania z filtrem 50 to absolutna konieczność. I nie wystarczy, że jest w plecaku, albo jest przytroczony do plecaka (za ten patent dziękujemy Zalatanym). Krem z filtrem trzeba używać nawet kilka razy na dzień, smarując również te nieoczywiste miejsca o których się zawsze zapomina – płatki uszu, kark (nawet jak mamy na głowie czapkę lub kapelusz), stopy (szczególnie gdy nosimy sandały lub japonki). Jeśli zapomni się o jakiejś części ciała oparzenia mogą naprawdę nas zdziwić. Dlatego niewielki krem z pantenolem w apteczce potrafi ratować wyjazd. Na oparzenia dobrze też stosować aloes (żele lub kremy), ale również taki wycięty z ogródka.

Z kosmetycznych elementów warto pamiętać o żelach odkażających do rąk i o ich używaniu.

Branie dużej ilości ubrań nie ma sensu. My pomimo nadaniu sobie samemu limitu bagażu (7 i 10 kg), niestety trochę go przekroczyliśmy, ładując właśnie niepotrzebną jeszcze jedną koszulkę albo spodnie. Tak naprawdę w większości miejsc mogliśmy skorzystać w pralni za grosze oddając brudne rzeczy, a odbierając czyste i pachnące. Tam gdzie pralni nie było wypranie ręcznie koszulki nie jest problemem, więc mogliśmy te kilka kilogramów nosić mniej. Branie małej ilości ciuchów ma również plus taki, że miejsce w plecaku można wypełnić czymś nowym. Zarówno na Bali jak i Jawie łatwo dać się ponieść szałowi zakupów, oczywiście jeśli mamy chociaż minimalną umiejętność targowania. Trzeba za to mieć ze sobą najlepiej dużą chustę, z której zrobimy w razie potrzeby spódnicę lub zarzucimy na ramiona. Indonezja jest krajem muzułmańskim, w wielu przewodnikach można spotkać porady, czego dziewczyny nie powinny nosić, a co powinny. Ale ustalmy jedno, islam w Indonezji jest w „wersji lekkiej”. Na niektórych wyspach w ogóle wyznaje się inne religie (np. na Bali hinduizm). Na muzułmańskiej Jawie zobaczymy meczety, usłyszymy kilka razy dziennie wzywanie do modlitwy, jednak nie będziemy specjalnie zwracać uwagi w zwykłym t-shircie i spodenkach.  Wchodząc za to na teren świątyń na Bali powinniśmy ubrać sarong (zawiązywany w formie długiej spódnicy kawałek materiału), jeśli nasze spodnie nie zakrywają kolan. Sarongi można wypożyczyć przy każdym wejściu do świątyń.

Warto mieć swój śpiwór, chociaż jeden na parę. Czasem tak jest, że oglądając dokładniej swój pokój w hotelu oraz łóżko, zamiast spać pod tym co proponuje, z różnych przyczyn wolicie przykryć się jednak swoim śpiworem. Mały lekki śpiworek przyda się również na lotniskach, w razie dłuższej przesiadki.

Ubezpieczenie jest konieczne. Szczególnie jeśli w planie jest wypożyczenie skutera, niestety wypadki zdarzają się, zwłaszcza turystom. Podczas naszego krótkiego pobytu mieliśmy kilka okazji by się o tym przekonać. Szczepienia choć nie jesteśmy ich fanami (do Brazylii polecieliśmy praktycznie niezaszczepieni), zrobiliśmy przed wyjazdem. Był to podstawowy zakres, również taki który kilka lat pozwoli nam podróżować bez robienia dodatkowych zastrzyków. Zrobiliśmy żółtaczkę A (ponieważ B mieliśmy robioną w szkole), dur brzuszny oraz tężec, błonicę i polio (te 3 można przyjąć w zestawie jednej szczepionki). Rozważaliśmy wściekliznę, jednak ilość dawek i cena nas skutecznie zniechęciły, trzeba jednak przyznać że planując podróż po Bali należy to przemyśleć, a najlepiej skonsultować z lekarzem medycyny podróży, u którego warto odbyć kontrolną konsultację przed wyjazdem.

Jeśli komukolwiek przychodzi do głowy uatrakcyjnienie swojego urlopu w Indonezji o „substancje psychoaktywne” przypominamy, że w tym kraju prawo dotyczące narkotyków jest bardzo surowe i niestety przestrzegane nawet na turystach.

Jak ułatwić sobie podróż po Indonezji?

Na ten temat myśleliśmy długo, często żałując swoich błędów. Gdybyśmy teraz cofnęli się w czasie na pewno więcej czasu poświęcilibyśmy na przygotowanie się do podróży i pochłanianie tych cennych informacji na temat transportu. Wypożyczenie skutera w Ubud i jeżdżenie z niego na wycieczki do nieodległych świątyń jest dobrym pomysłem. Daje to ogromny komfort jakim jest niezależność od naciągaczy i agencji proponujących transport. Gdyby można było wypożyczyć skuter i oddać go w innym mieście…. Można wypożyczyć skuter i objechać nim całą wyspę, jednak jak uznaliśmy jazda z pełnym bagażem dla pary mogła być nieco niewygodna. Ci, którzy podróżują w pojedynkę mogą jednak taką opcję rozważyć. Warto wtedy znaleźć porządną wypożyczalnię skuterów, aby były nowe a regulamin przejrzysty. Idąc tym tropem wypożyczenie samochodu na przykładowo tydzień na Bali, mogłoby być rozwiązaniem wielu problemów, jeśli oczywiście znalazł by się odważny i gotowy do zmierzenia się z indonezyjskim ruchem drogowym. My na pewno rozważylibyśmy tę opcję.

Biorąc pod uwagę problemy z transportem, podróżowanie w większej grupie ułatwia wszystko. Wynajęcie prywatnego samochodu nawet z kierowcą, zmniejsza znacznie koszty. Nieocenione jest też wparcie towarzystwa i lepsza pozycja negocjacyjna. W trakcie naszej podróży spotkaliśmy wielu ciekawych ludzi. Powiększyliśmy swoja dwójkę o Polę, która miała taki sam plan części podróży. Wybierając się na wycieczkę z agencją namówiliśmy do dołączenia parę z Niemiec, dzięki temu spędziliśmy razem, miło czas zmniejszając dodatkowo koszty wycieczki. Nie każdy jest towarzyski, niektórzy lubią podróżować samemu, to oczywiste, jednak biorąc pod uwagę tylko względy pragmatyczne jest to poświęcenie które warto wziąć pod uwagę. My akurat lubimy spotykać nowych ludzi, lgniemy do towarzystwa, lubimy wymieniać się przeżyciami, doświadczeniem, informacjami. Jakbyśmy mieli drugą szansę na pewno użylibyśmy nowych technologii do „zgrupowania” się w Indonezji. Wykorzystalibyśmy serwis społecznościowy, fora itd. i z częścią osób umówilibyśmy się wcześniej.

Dużo bardziej przyłożylibyśmy się też do wyboru atrakcji które chcemy zobaczyć. Więcej uwagi poświęcilibyśmy cenom, robili notatki, tak by żadna próba oszukania nie była by dla nas groźna, mając odpowiednie porównanie. A i cel w targowaniu mielibyśmy ustalony. Bez takiej wiedzy często działaliśmy po omacku, dopytując o ceny do startu negocjacji już na miejscu.

Nocleg w Indonezji

Wiele ludzi uważa, zresztą słusznie, że w Azji nocleg znajduje Cię sam. W wielu przypadkach się to sprawdza. My jesteśmy z tych, którzy lubią mieć zrobionych przynajmniej kilka rezerwacji – pierwszą noc, szczególnie gdy przylatujemy późno oraz ostatnią. Jadąc do Indonezji mieliśmy niewiele rezerwacji. Oprócz pierwszej nocy na Bali w Sanur, zrobiliśmy rezerwację w Ubud (najlepiej oceniany hostel na booking.com, polecany przez wielu blogerów), oraz rezerwację w Yogyakarcie u wspomnianej już Emi. Reszta, ponieważ nie mieliśmy dokładnie opracowanego planu ile dni na pewno chcemy być w jakiejś miejscowości, została pozostawiona losowi. W większości miast na Bali znalezienie noclegu na miejscu nie jest problemem, zostaje tylko kwestia waszych umiejętności negocjacyjnych i wytrwałości. W większych miastach na Jawie to może być problem, więc lepiej mieć w notatkach informację w której części miasta jest najwięcej hosteli. Na miejscu wybór jest prosty – wchodzisz podoba się, nie latają karaluchy i szczury, jest wiatrak albo klimatyzacja, prysznic jest …. znośny – to jest ok, zostaje tylko wynegocjować cenę. A ceny są bardzo różne. My oglądaliśmy miejsca o różnym przekroju cenowym, gdzie cena wynosiła od 100 do 600 tysięcy indonezyjskich rupii (odpowiedno ok. 30 do 200 PLN). Nasze noclegi nie kosztowały jednak więcej niż 200 tys. IDR (ok. 60 zł) za pokój za noc. Warto wcześniej czytać opinie na booking.com, zawsze to robimy, ale jak się okazuje nie warto je zawsze brać jako wyroczni. Akurat w Indonezji zdarzyło nam się, że hotel który miał ocenę 6 był znacznie lepszy pod wszystkimi względami niż hotel chwalony wszędzie mający ocenę powyżej 8. Wynika to pewnie z prób komercjalizacji tego o ustalonej renomie i prób dobicia do pewnej renomy tego o niższej ocenie. Hotel, który zdobędzie wysoką ocenę przestaje się starać, zaczyna korzystać z tego, że turyści i tak tu przyjdą zwabieni dobrą wizytówką w postaci wysokiej oceny. Nie przepadamy z takimi miejscami.

Co jeść w Indonezji?

Pod względem kulinarnym Indonezja nie jest typowym krajem azjatyckim. Nie ma takiej różnorodności potraw i smaków. W większości miejsc wybór jest pomiędzy ryżem (nasi) a noodle’ami (mie) i…. ryżem. Indonezyjczycy jedzą ryż na każdy posiłek, zarówno na śniadanie jak i kolację. Tak naprawdę z pozoru różne nazwy dań to jedynie określenie z czym ten ryż jest podany. Za to gorąco polecamy wszystkie owoce. My uwielbiamy pić świeżo wyciśnięte soki, więc wszędzie zamawialiśmy je do posiłku. Trzeba pamiętać o tym, że domyślnie zawsze dodawany jest do nich cukier. Więc jeśli nie chcemy dodatkowego cukru w naszym soku musimy to wyraźnie zaznaczyć. W Indonezji zarówno na Bali jak i na Jawie natknąć można się na różne miejsca do jedzenia, zarówno luksusowe restauracyjki, restauracje serwujące europejskie jedzenie, po małe warungi (bary) w których zjemy smacznie i zdecydowanie najtaniej. Trzeba zapamiętać, że sposób składania zamówienia w większości tych miejsc jest inny niż przywykliśmy. Nie podchodzi kelner czy kelnerka, nie zamawiamy przy ladzie, najczęściej dostajemy menu, karteczkę,długopis i mamy zapisać swoje zamówienie na niej a potem przekazać obsłudze. Na początku czuliśmy się z tym nieswojo, zapisując dziwnie brzmiące nazwy, okazywał się jednak, że w większości przypadków nie było problemów z odbiorem naszych bazgrołów. Na szczęście w Indonezji używa się alfabetu łacińskiego.

P1100360
Satay i ryż z warzywami i mięsem tutaj podany „dla turystów” w barze naszego „hoteliku”
P1120165
Tradycyjnie jedzenie dostaje się na liściach bambusa

Jedna uwaga: sosy potrafią być bardzo ostre. Nawet jeśli wcześniej w innym miejscu sos był znośny to nie oznacza, że w innym nie podadzą sosu którego kropelka będzie zabijała. Zanim cała potrawa zostanie wysmarowana w sosie, lepiej wcześniej go spróbować.

Bezpieczeństwo w Indonezji

Generalnie jest bezpiecznie. Nawet jeśli ktoś zaczepia turystę to tylko po to by mu coś sprzedać. Owszem są mafie, ale to są mafie które chcą turystę oszukać na transporcie, noclegu, nie jest to niebezpieczne bezpośrednio.

Wędrując po lasach trzeba uważać oczywiście na różne żyjątka. Lepiej nie testować swojej odporności na jad os, pszczół, pająków itd. Wulkany to wielka atrakcja Indonezji. Na dużą część można wejść, ale należy przestrzegać zakazów. Jeśli wulkan jest aktywny i nie można podchodzić pod sam krater to nie róbmy tego. Nie wiemy przecież co się wydarzy. Nie mając wiedzy na temat typów wulkanów, toksyczności ich wyziewów oraz stopnia aktywności możemy zrobić sobie krzywdę. To samo tyczy atrakcji wodnych. Jeśli nie czujemy się pewnie w głębokiej wodzie poprośmy o kamizelkę asekuracyjną, nie oddalajmy się od łodzi. Chodzi o zwykłe zdroworozsądkowe podejście.

Co przywieść z Indonezji?

Warto mieć miejsce w plecaku na niezliczone pamiątki. W wielu przypadkach są to rzeczy wykonane ręcznie, często naprawdę ładne. Większość ludzi z Yogyakarty przywozi batik. Rejon Yogyi podobno słynie z produkcji najlepszego batiku. Są to materiały poddane specjalnej technice farbowania. Ilość kolorów i wzorów koszul, spodni z batiku przyprawia o zawrót głowy. W Yogyakarcie jest tyle sklepów z batikiem, że każdy zapewne po kilku godzinach poszukiwań znajdzie coś dla siebie. Podobno każdy Indonezyjczyk musi raz w tygodniu (w piątek) ubrać się w batik. Z tego co się dowiedzieliśmy to, mieszkańcy naprawdę się do tego stosują. Są bardzo dumni ze swojego kraju i jego tradycji, więc noszą batik z chlubą.

Wśród innych pamiątek nam bardzo podobały się drewniane, rzeźbione zwierzątka. Balijskie ozdoby są malowane w charakterystyczny sposób kropeczkami. Wyglądają egzotycznie i ładnie.

Oczywiście konieczną pamiątką jest kawa z Jawy. Można kupić mieloną albo w ziarnach. W ziarnach trudniej jest kupić w sklepach. Znajdziemy też różne mieszanki i kawy instant, przykładowo białą kawę, która tak naprawdę smakuje jak cappuccino tyle, że z większą ilością cukru. W Indonezji można kupić również najdroższą kawę świata, i jeśli znacie jakiegoś smakosza kawy to „Kopi luwak” po prost powinniście mu przywieźć. Ten wyszukany rarytas powstaje z nasion wydalonych przez zwierzaczka przypominającego łasicę – łaskuna muzanga. Dzięki tej „obróbce” ziarna są częściowo nadtrawione (głównie ich skórka). Ziarna zbiera się, myje i praży. Znawcy twierdzą, że kawa Luwak smakuje niepowtarzalnie.

Ziarna kawy na plantacji
Ziarna kawy na plantacji

Dla mniej zainteresowanych kawą polecamy również przywieźć herbatę jaśminową. Jest dostępna w każdym sklepie, i bez problemu przywieziemy ją ze sobą. Herbatka jest bardzo smaczna, i dobrze zaparzona nawet zimą pozwoli nam poczuć się jak na drugim końcu świata.

Znajdź drogę

2 thoughts on “Indonezja – tysiące wysp, tysiące wrażeń

  1. Dzięki za praktyczne informacje i porady oraz w zasadzie interesujący wpis! W sam raz w czas! Już za tydzień lądujemy na Bali.
    Co do tych problemów transportowo-noclegowo-naciągaczowych to niestety jak widzę Tajlandia nie jest jedynym krajem w okolicy, który nas naprawdę tym zniechęcił o odstraszył. Był nawet moment w którym to bardzo poważnie rozważaliśmy kupno skuterów z tymi ich przyspawanymi bocznymi przyczepkami. Wszystko było na dobrej drodze, ale okazało się że te przyczepki, które wyglądały całkiem niczego sobie, to samoróbki i właściwie nielegalne. Policja się nie czepia… nie czepia się miejscowych, ale turyście by nie uszło płazem. Jazda bez przyczepki z czwórką dzieci i plecakami to tak trochę słabo… Zmuszeni byliśmy tak jak Wy do korzystania z tego co było :/

    Z krajów w okolicy polecamy Malezję! Właśnie odpoczywamy tu od tego co jak przeczytaliśmy czeka nas również w Indo, a spotkało nas na każdym kroku w Tajlandii.
    Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *