Lądowanie w Podgoricy

Większość źródeł dotyczących Czarnogóry, stolicy kraju nie poświęca zbyt wiele miejsca. Popularnym rozwiązaniem wśród odwiedzających kraj jest zupełne pominięcie Podgoricy i skupienie się na bardziej popularnych atrakcjach bałkańskiej republiki. Jak zwykle działając po swojemu, daliśmy sobie chwilę czasu na przekonanie się czy rzeczywiście diabeł… znaczy się Podgorica taka straszna.

Na miejscu znaleźliśmy się korzystając z tanich połączeń lotniczych do Aerodromu Podgorica znajdującego się w położonych nieco ponad 10 kilometrów od stolicy Golubovcach. Jest to główne lotnisko pasażerskie Czarnogóry i tak naprawdę jedyne goszczące regularne tanie linie lotnicze. Niestety, w chwili naszego przylotu nie lądowały tu żadne samoloty latające bezpośrednio z Polski (zgodnie z planem LOTu sezonowe połączenie z Warszawy ma dopiero zostać zainicjowane w maju 2017, czyli akurat w momencie kiedy już wróciliśmy do domu). Rozwiązaniem są więc loty kombinowane, szczęśliwie najtańsze linie lotnicze latają tu: z Budapesztu, Mediolanu-Malpensy czy Memmingen (WizzAir) lub Charleroi, Berlina Schönefeld, Stansted czy podsztokholmskiej Skavsty (RyanAir). Wspomniane lotniska, w ten czy inny sposób są już w miarę tanim kosztem dostępne przelotem z Polski. My skorzystaliśmy z ostatniego na powyższej liście Sztokholm-Skavsta, ze względu na dostępność najniższych cen biletów za przeloty do Skavsty z Gdańska. Na Bałkany przez Sztokholm – trochę to wszystko nie po drodzę ale nie jest to przecież pierwszy raz, gdy latamy w ten sposób, a że gdańskie Rębiechowo wprost stoi połączeniami ze Skandynawią to ten rejon już nie raz posłużył nam za punkt przesiadkowy na południe Europy.

W chwili naszego przyjazdu lotnisko w Golubovcach, mimo niewielkiej odległości, nie jest połączone transportem publicznym z Podgoricą, a cały ruch pasażerski jest prowadzony taksówkami. Bardzo popularnym rozwiązaniem jest wypożyczenie auta już na terenie lotniska, a po podpisaniu umowy i odebraniu kluczyków odjechanie w dalszym kierunku już na własną rękę. Ponieważ nasz pobyt na Bałkanach tym razem uznaliśmy za zbyt długi na ograniczenie się wyłącznie do Czarnogóry, a przekraczanie granic wypożyczonym autem nie należy do najwygodniejszych doszliśmy do wniosku, że najpierw na własną rękę udamy się do Szkodry w Albanii, a auto wypożyczymy już po powrocie z centrum Podgoricy. Ponieważ autobus do Szkodry odjeżdża z dworca w Podgoricy, skorzystaliśmy z okazji i zostaliśmy tu na jedną noc nieco bliżej zapoznając się z miastem.

Widok na most Blaża Jowanowicza od strony twierdzy Ribnicy

Będąc, jak już wspominałem, skazanym na taksówki, nasza wrodzona do nich niechęć kazała nam nieco się do tego przygotować. Pisząc wprost, by uniknąć znanej nam z wielu miejsc na świecie sytuacji bycia rozszarpywanym przez lokalnych kierowców turystą, którego jako niezorientowanego w realiach zdecydowanie łatwo jest naciągnąć na pieniądze, zbadaliśmy sprawę przeglądając zasoby internetu jeszcze przed przyjazdem. Jak się okazuje lokalne władze, świadome problemu n transportu z lotniska, nie chcąc na starcie zniechęcać turystów wpływają na to by taryfa taksówek była maksymalnie jasna dla klientów. Według wiadomości zaczerpniętych przed przyjazdem na trasie powinna panować stała, zbliżona cena. Przeglądając jednak „polskojęzyczny internet” nie mogliśmy jednoznacznie zweryfikować wysokości wspomnianej ceny (często powtarzającą się wartością było 10). Pasażerowie wracający z Polski rekomendowali też różne korporacje taksówkowe. Ostatecznie natrafiliśmy na rekomendację korporacji Red taxi, której strona oprócz serbskiego umożliwia dokonywanie rezerwacji w języku angielskim, francuskim, niemieckim i rosyjskim od razu przeliczając zbliżoną cenę przejazdu. Trasa z lotniska do Podgoricy została wyceniona na 5. Jeszcze przed wylotem do Sztokholmu dostałem mailową odpowiedź na rezerwację z zapytaniem o dokładny namiar na lot (niestety brak takiego pola w formularzu) i chwilę po ich odesłaniu, odpowiedź potwierdzającą dokonanie rezerwacji wraz z zapowiedzią, że auto będzie czekało na miejscu. Po przylocie faktycznie czekał na nas miły Pan z karteczką, na której umieszczone było imię i nazwisko Turboturysty. Po przywitaniu Pan zaprowadził nas prosto do samochodu. Za przejazd do Drač – dzielnicy z rzadką w Podgoricy starą zabudową, położoną nieco za dworcem autobusowym zapłaciliśmy ostatecznie 5.30€, czyli właściwie zgodnie z rezerwacją. No i po raz pierwszy w życiu ktoś czekał na nas na lotnisku z karteczką. Szczyt komfortu. Nie możemy się wypowiedzieć na temat innych sposobów organizacji transportu z lotniska, ale rozwiązanie w oparciu o taksówki Red taxi – możemy polecić z czystym sumieniem.

Widok na 2 mosty: Moskiewski (z przodu) i Milenijny (w tle).

Kiedy ostatecznie udało nam się podjechać niemal pod sam hostel, mimo iż rezerwacji dokonaliśmy przez booking.com, na miejscu problemem okazał się brak oznaczenia. Po chwili poznaliśmy jednak płot ze zdjęcia, co powinno zakończyć nasz problem ze znalezieniem hostelu. Po sforsowaniu bramy nie znaleźliśmy jednak ani śladu recepcji, mimo tego zaczęliśmy się kręcić po piętrze, które wyglądało na część hostelu. Kilka minut później udało nam się wypatrzyć lekko zaspanego Pana, z którym jedyny kontakt udało się nam złapać w języku niemieckim. Zapytany o nazwę hostelu nie potrafił jednak potwierdzić. Szczęściem po kilku minutach pojawiła się Pani, która już po serbsku, jednak przyjęła nas na miejscu. Pani była bardzo miła, przygotowała nam herbatkę, po jakimś czasie okazało się że poznany wcześniej Pan to jej mąż, który w Podgoricy pracuje jako taksówkarz i właśnie odsypiał nockę. O ile dobrze zrozumieliśmy z serbskiego hostel to właśnie inicjatywa Pani. Jak widać mąż niespecjalnie jej w tym pomaga. Ot, Bałkany w kolejnym ujęciu.

Ostatecznie mieliśmy w końcu możliwość wyjścia na miasto. Według danych z 2011 roku Podgoricę zamieszkuje niespełna 200 tysięcy ludzi co stanowi blisko 1/3 ludności całego kraju. Bezsprzecznie jest to największe miasto niewielkiej przecież Czarnogóry, mimo że pod względem liczby osób zamieszkujących ustępuje naszej Gdyni. Z drugiej strony liczebnie ludność całego kraju zbliżona jest do tej… jaka zamieszkuje Wrocław. Siłą rzeczy nie jest to ogromne miasto, zwłaszcza w porównaniu do pozostałych stolic państw Europy. Nie ma też w nim wybitnych i rozpoznawalnych atrakcji do których nawracaliby kolejni turyści. Miała na to też wpływ burzliwa historia miasta, które pierwotnie rozwijało się w dorzeczu rzeki Ribnicy i od niej wzięło nazwę. Do dziś z tych czasów zachowały się tylko ruiny fortecy i stary most.

Stary most nad Ribnicą (w tle ruiny twierdzy).

W czasach drugiej wojny światowej obszar Podgoricy zajęły wojska włoskie, a po ich odsunięciu przez Hitlera niemieckie. Wyzwalanie przez partyzantkę jugosłowiańską pod dowództwem Josipa Tity zostało wsparte silnym bombardowaniem lotniczym przez siły alianckie. Niestety miało to ogromny, negatywny wpływ na miasto, które już po wojnie musiało rozwijać się od nowa. Bodźcem do tego rozwoju było utworzenie w mieście stolicy Socjalistycznej Republiki Czarnogóry, administracyjnej części Jugosławii. Dotychczas historyczną stolicą Czarnogóry była Cetynia, która dziś żyje tylko cieniem dawnej historii pozostając nieco na uboczu. Wracając do Podgoricy to stolicą Republiki została już pod nazwą Titogradu, która to nazwa towarzyszyła jej aż do 1992 roku. Obecna nazwa odpowiada polskiemu Pogórzu, czy już nieco bardziej dosłownie „Pod Górce” na cześć okolicznego wzgórza („Gorica” to nic innego tylko górka), na które przyjemności wdrapania się nie mogliśmy sobie odmówić.

Panorama miasta z wzgórza Goricy.
Widok na… zabytkową wieżę zegarową.

Jak już podkreślaliśmy Podgorica nie jest miastem malowniczym. Obfituje w dużą ilość parków, miejsc zielonych, piekarni i kawiarenek które nadają jej miły charakter, ciężko jednak uznać ja ze hit turystyczny. Jeśli wybrać jeden punkt, który nadaje się do pocztówki to będzie to stara wieża zegarowa (Sahat kula) z 1667 roku. Niestety podczas naszych odwiedzin była ona na tyle szczelnie przykryta rusztowaniami, że nawet ciężko było ją wypatrzyć. Niby pech, ale jeśli dane nam będzie jeszcze kiedyś odwiedzić Podgoricę będzie to pierwsze miejsce do odwiedzenia. W drugiej kolejności polecamy krótki spacer w kierunku ruin twierdzy Ribnicy nad ujściem rzeką o tej samej nazwie do Moraczy. To właśnie od nazwy twierdzy wziął pierwotnie nazwę cały gród. Zdecydowanie najlepiej prezentuje się stary most przy twierdzy, który choć dużo mniejszych rozmiarów przywodzi na myśl inne nieco bardziej popularne mosty bałkańskie (na czele z mostarskim). Podgorica faktycznie mostami stoi, do tego stopnia, że te bardziej nowoczesne też wymienia się jako atrakcje turystyczne (Most Milenium, Moskiewski czy Gazela). Naszym zdaniem nie są one wyjątkowo atrakcyjne, ale mimo tego przyjemnie jest poczuć powiew wiatru nad rzeką Moraczą w trakcie spaceru nimi w pełnym słońcu. Po przejściu wzdłuż i wszerz dzielnic Dracz oraz Starej i Nowej Waroszy wykonaliśmy spacer na wzgórzę Goricę zawartą we współczesnej nazwie miasta. Wdrapanie się na miejsce z którego widać niemal pełną panoramę miasta nie było zadaniem szczególnie wymagającym, pomimo tego była to atrakcja najbardziej odpowiadająca Turboturystom. Zdecydowanie możliwość obserwowania życia stołecznego miasta z wysokości wygodnie rozsiadając się w ławeczce jest tym co Turboturyści lubią nad wyraz, zwłaszcza że wcale nie trzeba wchodzić na najwyższe partie Goricy by osiągnąć taki widok. Schodząc uznaliśmy już, że starczy nam atrakcji i czas przygotować się do kolejnego dnia, w którym planem było wyruszenie w kierunku albańskiej Szkodry. We znaki dało się też zmęczenie spowodowane wyciągnięciem z tygodnia roboczego (środę oboje spędziliśmy jeszcze w pracy, a w czwartek o 6 siedzieliśmy już w samolocie do Sztokholmu).

Na serbskich numerach rejestracyjnych. W Czarnogórze Serbowie czują się jak w domu.

Chcąc krótko podsumować wizytę w Podgoricy, musimy przytoczyć słowa Janka, autostopowicza którego kilka dni później zabraliśmy na stopa w pobliżu Niksicza. Pytając o nasze wrażenie z Podgoricy, sam zasugerował że to najbrzydsza stolica którą widział. Sposób w jaki zapamiętamy Podgoricy, na pewno nie pozwoli nam stwierdzić iż jest to wybitna atrakcja Czarnogóry, zdecydowanie jednak znajdą się tu miejsca warte odwiedzenia w przypadku krótkiego pobytu. A i naszym skromnym zdaniem samej Podgoricy, nie można opisać jako miasta jednoznacznie brzydkiego. Na pewno daleko jej na przykład do Dżakarty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *