Po Gdańsku kajakiem

Okres letni w naszym wydaniu zwykle nie obfituje w dalekie podróże. W tym czasie, nastawieni na dobrą pogodę, staramy się odkrywać bezpośrednie okolice rozwijając się w tak zwanych „Podróżach do tutaj”. Mieszkając w Gdańsku, możemy korzystać z niepowtarzalnego charakteru naszego miasta. I nie mamy tu na myśli leżenia na plaży, a raczej możliwości uprawiania całej palety sportów wodnych. Kajakarstwo od lat należy do ukochanego przez nas sposobu spędzania czasu. Nic dziwnego, że możliwość zwiedzania miasta z perspektywy kajaka to dla nas recepta na fantastyczny dzień.

Tak się złożyło, że nie udało się nam zrealizować żadnego z planów na długi weekend sierpniowy. Przed chwilą wróciliśmy z Kijowa, reszta planów nie wypaliła, trudno wykorzystamy te dni urlopowe innym razem. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Poznani przez nas w Czarnogórze Magda i Paweł byli w podobnej sytuacji, namówiliśmy więc ich by odwiedzili nas w Gdańsku. Jako, że do dyspozycji był jeden dzień wolny postanowiliśmy wszyscy przeznaczyć go na wypożyczenie kajaków i zorganizowania rejsu gdańskimi opływami Motławy. Jako, że dopisała pogoda i kajakowanie udało się wybornie, wpadliśmy na pomysł by nieco ponad dwa tygodnie później z inną grupą znajomych porwać się na nieco bardziej ambitny plan popłynięcia pod prąd Motławy z nadzieją dotarcia do Wróblewa – pięknej żuławskiej wsi, z której wiążą się nasze piękne wspomnienia.

Z myślą o takich widokach warto przepłynąć się kajakiem po Gdańsku

W obu przypadkach skorzystaliśmy z ofert innych wypożyczalni kajaków. W pierwszym przypadku udaliśmy się do wypożyczalni „Kajakiem po Gdańsku” na Żabim Kruku. Ponieważ kajak wypożyczyliśmy  dokładnie 15. sierpnia, wobec czego objął nas świąteczno-weekendowy cennik, w którym za wypożyczenie dwuosobowego kajaka do 1 godziny czasu płaci się 20 złotych, odpowiednio do dwóch godzin 35, a do trzech 50. Powyżej tego czasu płacimy 60 złotych, trzeba jednak pamiętać by zdążyć przed zamknięciem wypożyczalni o godzinie 18. Oferta w przypadku regularnych dni tygodnia różni się tym, że opłata nie rośnie po trzeciej godzinie, co znaczy że za cały dzień płaci się w dalszym ciągu 50 złotych. Pełna oferta wypożyczalni z Żabiego Kruka dostępna jest pod adresem. Planując powtórkę we wrześniu nie braliśmy pod uwagę zmiany wypożyczalni. Tak się niestety stało, że w pierwszą wrześniową sobotę mimo zapowiedzi wypożyczalnia w Żabim Kruku była zamknięta. W trakcie rozmowy telefonicznej, przekazaliśmy wyraźnie zaspanemu panu z wypożyczalni, że załoga 3 kajaków czeka na otwarcie. Ponieważ nie usłyszeliśmy, zapewnienia że wkrótce sytuacja ulegnie zmianie bo przecież „nie ma pogody” (choć wcale nie padało) po krótkiej naradzie, oddzwoniliśmy dziękując Panu z Żabiego Kruka i podeszliśmy do konkurencji na Kamiennej Grobli. Funkcjonuje tam równie popularna wypożyczalnia o zbliżonej nazwie „Gdańsk z Kajaka”. Podejście na Kamienną Groblę zajęło nam może z 10 minut i było bardzo miło gdy zorientowaliśmy się, że wszystko było w pełnej gotowości i właśnie na raz wydawano kilka kajaków klientom. Cennik tej wypożyczalni jest dużo mniej skomplikowany obejmując 3 warianty: do 1.5 godziny za 30 złotych, do 3 godzin za 50 złotych i powyżej 3 godzin za 60 złotych. W tym wypadku należy zdążyć przed zamknięciem wypożyczalni o godzinie 19. Ze względu na cenę w dni tygodnia korzystniej jest wypożyczać kajak na Żabim Kruku, jednak sytuacja gdy nikt z właścicieli nie stawia się w godzinach w otwarcia w sobotę znacząca przechylił naszą sympatię na rzecz „Gdańska z Kajaka” na Kamiennej Grobli. W przypadku obu wypożyczalni nie mieliśmy natomiast większych zastrzeżeń co do sprzętu.

Jeszcze na Żabim Kruku

Jeszcze w sierpniu skorzystaliśmy z możliwości popłynięcia wzdłuż opływów Motławy, mijając tak zwaną „Śluzę Kamienną” pomiędzy Bastionami Żubr i Wilk. To jedno z naszych ukochanych miejsc w Gdańsku, a sama Śluza, wybudowana w XVII. wieku, to fantastyczne dzieło technologii tamtych czasów, spełniające przy okazji rozmaite funkcje. Po pierwsze była to integralna część fortyfikacji umożliwiających obronę miasta. Po drugie pozwalała na sterowanie poziomem wody. Jest to istotne zarówno w przypadku wpływającej do miasta Motławy, zasilanej wodami dopływającej do niej nieopodal Raduni, ale także w razie częstych o pewnych porach roku tzw. „cofkach” czyli falach wód nawracających od strony Zatoki Gdańskiej. W pobliżu postawiono również młyn, którego pozostałości możemy obserwować obecnie. Faktem jest, że bastiony do dziś cieszą się legendarną sławą niezdobytych. Dla nas jest to przede wszystkim urokliwe miejsce , które warto odwiedzić także pieszo. Przepłynięcie tędy kajakiem ma na pewno ogromną zaletę, pozwala poznać to miejsce z nieco innej perspektywy.

Płyniemy pod mostem Siennickim

Następnie skierowaliśmy się najbardziej naturalną trasą w kierunku Mostu Siennickiego. Po drodze minęliśmy Dolne Miasto, stadion żużlowy Wybrzeża Gdańsk i ulicę Łąkową, by za chwilę wpłynąć na Martwą Wisłę, czyli starorzecze „królowej polskich rzek” przełamane naturalnie przez Wisłę Śmiałą w wyniku zatorów lodowych powstałych w 1840 roku. W tym miejscu przepływ jest wyraźnie dużo szerszy i jest tu tłoczniej. Przepływamy w pobliżu rozmaitych jednostek. Mimo możliwości dopłynięcia bliżej historycznych terenów stoczniowych i opłynięcia Młynisk, decydujemy się nie wpływać na szersze wody i na wysokości Polskiego Haka, w miejscu jej ujścia, powrócić na wody Motławy, udając się w kierunku Głównego Miasta. Tu korzystamy z możliwości podpłynięcia pod zwodzoną kładką łączącą od tego roku Główne Miasto z Ołowianką. Tu już faktycznie sporo różnej maści łodzi, rowerów wodnych, skuterów i motorówek. Kładka podnoszona jest na 30 minut w ciągu godziny, w tym czasie wszystkie jednostki starają się zdążyć. Niestety powoduje to duży tłok, który potęgują niedoświadczeni „kapitanowie” małych rowerów wodych, motorówek, skuterów i łózek solarnych. Chwila nieuwagi i na kursie maleńkiego kajaka pojawia się najpierw statek stylizowany na piracką „Czarną perłę”, następnie statek wycieczkowy ‚Małgorzata” lub „Danuta” zmierzający w stronę Westerplatte i olbrzymi w tej skali katamaran „Opal” lub „Agat” kierujący się na Hel. Zdecydowanie na odcinku od Polskiego Haka do Zielonego mostu trzeba zachować uwagę i trzymać się najlepiej prawego pobrzeża.   Na chwilę podpływamy porobić zdjęcia z ujęciem „Sołdka”.

Pod Sołdkiem

Sołdek, to statek-muzeum, upamiętniający przodownika pracy Stoczni Gdańskiej, a także historycznie pierwszy stworzony po II wojnie światowej w Polsce. Do momentu „przejścia w stan spoczynku” w 1980 roku, ten rudowęglowiec przewoził rozmaite towary do i z wielu portów całego świata, głównie Skandynawii. Po wyrejestrowaniu przekazany do Centralnego Muzeum Morskiego, od 1985. roku służący jako obiekt muzealny, pozostający jako jeden z niewielu śladów związków Gdańska z morzem w dzisiejszych czasach. Nie mogliśmy sobie odmówić możliwości wykonania kilku fotografii z tego miejsca. Do tego podejmujemy jeszcze geocache, kolejny powód do radości!

Jako, że kawałek dalej zamknęła się nasza pętla, a mieliśmy jeszcze chwilę czasu i dopisującą pogodę wraz z Magdą i Pawłem podejmujemy decyzję podpłynięcia pod prąd Motławy do mostu kolejowego na skraju Oruni. Wszystko przebiega bez problemu, ze względu na wątły o tej porze roku nurt płynięcie pod prąd nie stawia wielkiego problemu. Gdzieś w naszych głowach kiełkuje myśl by pływaniu po Motławie nadać nieco dynamiczniejszy charakter i spróbować pokonać nią dużo dłuższą odległość zbliżając się do Żuław Wiślanych.

W pobliżu Długiego pobrzeża można trafić na manewrujące sporych rozmiarów jednostki.

Tak się składa, że już na początku września mamy wolny weekend, który postanowiliśmy przeznaczyć na taki wypad. Niestety pogoda niestety nie dopisała najlepiej, rano trochę padało i towarzyszył nam lekki chłodzący wiaterek. Po stronie plusów musimy na pewno zapisać fantastyczne towarzystwo, ludzi którym powyższe warunki nie były straszne i krótko pisząc nie wymiękli, sprawiając że ten dzień był naprawdę wyjątkowy. W tym miejscu ogromne podziękowania i ukłony dla Faraona i Magdy (miło było poznać) oraz Ani i Marcina (fantastyczna robota z grillem, a także opieka przy organizacji wieczora)! Głównym założeniem trasy było sprawdzenie czy jesteśmy w stanie dopłynąć do Wróblewa, czyli prześlicznej żuławskiej wsi, w której warto się zatrzymać i pospacerować. Wielką atrakcją Wróblewa jest stary kościół położony nad Motławą.

Nasza Armada „pod prąd Motławy”

Niestety dystans jaki pobieżnie zmierzyliśmy wskazywał, że do pokonania możemy mieć aż blisko 20 kilometrów w jedną stronę, a że kajak musimy oddać w tym samym miejscu tego samego dnia, daje to łącznie blisko 40 kilometrów. Nie jest to odległość nie do pokonania kajakiem, w czasach gdy pływaliśmy aktywnie zdarzało nam się podczas spływów przepływać etapy o zbliżonej długości. Tym razem jednak połowę trasy musimy płynąć pod prąd rzeki i zdobycie Wróblewa nie jest celem nadrzędnym. Za taki przyjęliśmy po prostu spędzenie miłego czasu w fajnym gronie. To udało się z nawiązką. Do tego już na starcie opóźnili nas prowadzący wypożyczalnie na Żabim Kruku. Ostatecznie spokojnym tempem dopłynęliśmy do Wiśliny, gdzie znaleźliśmy spokojną przystań i, ku naszemu zdziwieniu, zadaszone miejsce na grilla (który dzięki Ani i Marcinowi czekał cały czas na rozstawienie płynąc z nami w kajaku). Tu mimo lekkiego chłodu świetnie spędziliśmy czas. Na samą myśl, mamy ochotę jak najszybciej powtórzyć wydarzenie. Tym bardziej nam szkoda, że nieubłaganie idzie już zima i być może z następnym takim pomysłem będziemy musieli poczekać do następnego sezonu. Ponieważ grillowanie zajęło nam dobrych kilka godzin, na powrót nie zostało już dużo czasu. Mimo tego jak się okazało, płynąć już z prądem, pokonanie powrotnych 10 kilometrów zajęło nam mniej niż 2 godziny.

Deszcze i wiatry ustąpiły i pogoda choć na chwilę postanowiła nam wynagrodzić trudności

Ponieważ, mając już nieco lepsze rozeznanie, z Wiśliny do Wróblewa zostało nam tak naprawdę około 5 kilometrów w jedną stronę, mamy wniosek że mocno nastawiając się w tym celu jest to absolutnie miejsce do odwiedzenia kajakiem wypożyczonym z Gdańska w ciągu jednego dnia. Bardzo możliwe, że kiedyś wrócimy do tego pomysłu, tym razem dobierając jednak nieco lepszą pogodę i na pewno to samo towarzystwo!

One thought on “Po Gdańsku kajakiem

  1. Super artykuł, ale na dzień dzisiejszy kilka rzeczy jest już nie aktualnych. Wypożyczalnia na Kamiennej Grobli już nie istnieje, a po budynku nie ma ani śladu. Gdańsk z kajaka przeniósł się do internetu i wypożycza kajaki z ulicy w wariackich cenach np. 100 zł od osoby!!! za wycieczkę wokół dwóch wysp 1.5h a dla ludzi z zagranicy mają wyższe stawki??? Natomiast Kajakiem po Gdańsku na Żabim Kruku normalnie funkcjonuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *