Rio de Janeiro – miasto o wielu obliczach

Miasto karnawału, najpiękniejszych plaż, faveli, cudownej panoramy. Dla nas miasto o kilku twarzach, zaskakujące swoją różnorodnością. Stereotypowo słysząc Rio de Janeiro przed oczami widzimy miasto wszechobecnej samby i karnawału, tętniące życiem. Nic bardziej mylnego. To było największe zaskoczenie wyjazdu.

3_rio (29)
Widok na Głowę Cukru

Spodziewaliśmy się słynnego, pełnego życia, głośnego, roztańczonego Rio, a tymczasem po przylocie wychodząc z metra o godzinie 19, okazało się, że pada deszcz, a ulice centrum Rio są puste.  Nasz hostel znajdował się w centrum Rio, można powiedzieć w starym mieście. Nie ma jednak już zbyt wiele wspólnego ze starym miastem. Po zameldowaniu w hotelu, posadowiliśmy wyjść na miasto. Chcieliśmy zapatrzeć się  w wodę oraz coś do zjedzenia mając na uwadze, że następnego dnia jest niedziela. Jakież było nasze zdzwonienie gdy oprócz padającego deszczu, szarugi na ulicach nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. Kręcąc się między szklanymi wieżowcami, w poszukiwaniu chociaż śladów starego miasta i otwartego sklepu na ulicach widzieliśmy jedynie tłumy bezdomnych koczujących pod biurowcami i przemykające między nogami … szczury. Nie było żadnego otwartego sklepu, żadnego przechodnia, żadnych dzieciaków jadących na imprezę – pusto, morko, cicho i obrzydliwie.

3_rio (3)
Katedra Metropolitarna

Ta pustka towarzyszyła nam również przez kolejny dzień, przy zwiedzaniu starej części Rio. Ze starych kamienic i budynków z czasów kolonialnych pozostało bardzo niewiele. Wszystkie sklepy z racji niedzieli były zamknięte, a po ulicach chodziło bardzo niewielu ludzi (nielicząc bezdomnych). Włócząc się po historycznym centrum Rio nie mogliśmy wyjść z podziwu, że to takie spokojne i ciche miasto. Mimo niedzieli nawet w kościołach nie widzieliśmy tłumów wiernych. Jak widać prawdziwi Cariocka (mieszkańcy Rio) w weekendy wyjeżdżają za miasto lub siedzą w domu przed telewizorem. Dzielnica zmienia się diametralnie w dni powszednie, kiedy wszystkie firmy w wysokich biurowcach pracują, sklepy są otwarte, na chodniki wyjeżdżają wózki obwoźnych przedawców najróżniejszych rzeczy. Wtedy panuje tu tłok, chaos samochodowy i ogromy, zagłuszający wszystko hałas.

3_rio (6)
Puste ulice Rio

Najstarszy budynek który uchował się w Rio to klasztor i kościół św. Antoniego datowany na początek XVII wieku. Klasztor został zbudowany na osuszonej lagunie na wniesieniu, a plac przed nim  zwany jest placem Carioca. Za czasów kolonialnych Rio było perłą Brazylii. Wchodząc do klasztoru można podziwiać ryciny oraz zdjęcia przedstawiające plac Carioca sprzed wieków w porównaniu ze stanem dzisiejszym. Na nas zrobiło to ogromne wrażenie. Okazuje się, że  teren na którym powstawało miasto Rio de Janeiro pokryte było niezliczoną ilością wzniesień porośniętych atlantyckim lasem. Z czasem wzniesienia zostały wyrównane, na potrzeby pięknych barokowych budowli. Jeszcze zaledwie niecałe 100 lat temu plac Carioca wyglądał jak mieszanka Paryża, Rzymu oraz Lizbony. Gdzie znikły te piękne, bogate budowle? Nie, w Brazylii nie było działań wojennych w ostatnich wiekach. Jak się okazało Brazylijczycy mają nieco inne poczucie estetyki niż to utarte w Europie. Tam nie szanuje się starych, zabytkowych budynków, nie ceni się ich wartości kulturowej. To co stare jest nieładne – ładne jest to co nowe, wysokie, szklane. Tą prawidłowość zauważyliśmy już w Salvadorze, również Pedro (nasz przewodnik), mówił o tym, ubolewając nad przypadłością swoich pobratymców. W Rio ta kontrowersyjna zasada spowodowała ogromne straty w tkance miejskiej. Mieszkańcy Rio z powodu ograniczonej przestrzeni, decydowali o burzeniu starych budynków (często z XVII – XVIII wieku!), aby zrobić miejsce dla nowych („ładnych”), szklanych wieżowców. Gruz po wyburzonych budynkach był spychany do zatoki tworząc półwysep na którym znajduje się obecnie jedno z lotnisk Rio. Skutkiem tej polityki jest mieszanka stylów i chaos w przestrzeni miejskiej. Stare kamienice powciskane są między nowoczesne centra handlowe, piękne barokowe kościoły ukryte za ogromnymi drapaczami chmur. Wieżowce powodują również, że pomimo powszechnej opinii Jezus na górze Corcovado, wcale nie jest widoczny z każdego punktu miasta.

Na placu Cinelandia znajduje się jakby żywcem wyjęty z Paryża Teatr Miejski. Wrażenie jest jak najbardziej trafne, gmach wzorowany jest na operze paryskiej projektu Garniera. Obok teatru znajdziemy również Bibliotekę Narodową, zawierającą największy zbiór książek w całej Ameryce Południowej. Idąc w kierunku zatoki między biurowcami można znaleźć ogromny i efektowny Pałac Tiradentesa, oraz Pała Imperialny. W tym drugim przez pewien czas przebywał król Jan VI. Tym samym Rio stało się tymczasowo stolicą imperium portugalskiego. Praktycznie naprzeciwko pałaców znajdują się dwa kościoły – Monte do Carmo i Carmo da Antiga Se, wybudowane w stylu baroku kolonialnego. Po drugiej stronie placu XV znajduje się port pasażerski. W czasie naszego pobytu centrum było mocno rozkopane. Mieszkańcy przygotowywali się na igrzyska olimpijskie. Budowane były więc tory tramwajowe, które mają ułatwić poruszanie się po stosunkowo wąskich ulicach centrum miasta.

Kręcąc się po dość wyludnionych ulicach centrum trafiliśmy do dzielnicy Lapa. Przekraczając nieokreślona i niewidoczną granicę dzielnic odnieśliśmy wrażenie, że weszliśmy do innego miasta. Zniknęły szklane biurowce, pojawiły się powrotem kolonialne kamienice lecz mocno zaniedbane i udekorowane różnego rodzaju graffiti. Pojawili się również …ludzie, a nawet HA! turyści. W końcu poczuliśmy się bardziej swobodnie. Za rogiem szybko okazało się co jest przyczyną cudownego pojawienia się turystów – kolorowe schody Selarona. To najbardziej znana atrakcja dzielnicy Lapa. Składają się z 215 stopni wyłożonych przeróżnymi ceramicznymi kaflami z różnych stron świata. Pomimo długiego poszukiwania nie udało nam się znaleźć kafli z Polski, ale na pewno tam gdzieś są. Schody stworzył chilijski artysta. W Lapie mieszka wielu artystów, to dzielnica bohemy i wiecznych imprez. Seleron z powodu braku środków prosił o nadsyłanie mu z całego świata ceramiki. Przez kilka lat swojej pracy stworzył kolorowe, niezwykłe schody. Stały się one nie tylko atrakcją turystyczną, ale swoistym pomnikiem tego wcześniej nieznanego artysty, gdyż znaleziono  go martwego przy schodach zaledwie 3 lata po skończeniu swojego działa.

Schody Selarona
Schody Selarona

Schody prowadzą na wzniesienie, na którym rozpościera się dzielnica Santa Teresa. To kolejna zupełnie różna od reszty dzielnica Rio, odcięta od miejskiego zgiełku, tłumu i niezwykle urzekająca. Spacerując kocimi łbami uliczek Santa Teresy podziwiamy okazałe wille, często już mocno zrujnowane. W jednej z nich zorganizowano tzw. Muzeum ruin. Z tarasów danej rezydencji rozciąga się wspaniały widok na panoramę miasta. Po krętych uliczkach Santa Teresy jeździ charakterystyczny żółty tramwaj, który dodaje klimatu dzielnicy. Z wielu miejsc dzielnicy można podziwiać widok na miasto. Żółtym tramwajem, można przejechać się za darmo z zajezdni zlokalizowanej przy placu Carioca. Bardzo polecamy tą wycieczkę.

3_rio (83)
Tramwaj w Santa Teresa

Nasz hostel znajdował się pomiędzy dzielnicą Centro, a Lapa. Z okien hostelu widzieliśmy Katedrę Metropolitarną. Budynek katedry jest bardzo dziwny. To ścięty stożek, na jego ścianach znajdują się ogromne witraże, w środku potrafi pomieścić 20 tysięcy osób.  Nam bardziej przypominał budowle inspirowane cywilizacją inkaską. Obok katedry położony jest charakterystyczny biały akwedukt, od którego zaczyna się dzielnica Lapa. Pod nim wieczorami organizowane są imprezy na którym rodowici Carioca oddają się szaleństwu samby (nie tylko w karnawale).

3_rio (74)
Cocacabana

Mówi się, że Cocacabana to najpiękniejsza plaża na świecie. Trudno się z tym nie zgodzić. Cała dzielnica żyje tą plażą, jest szykowna, nowoczesna i beztroska. Wydaje się, że każda ulica prowadzi w jedno miejsce – na plażę. Po przekroczeniu ulicy oraz charakterystycznej czaro-białej promenady, wzdłuż której rosną wysokie palmy, widzimy już z każdej strony tylko piasek. Łuk plaż zaczynający się pod słynną Głową Cukru, a kończący pod Fortem Cocacabana wygląda dokładnie jak na pocztówkach.

Po przedostaniu się przez gorący piach w stronę wody, mogliśmy spokojnie usiąść i upajać się Cocacabaną. Na plaży nie było dużo ludzi, to jeszcze nie jest sezon. Fale uderzały o brzeg z dużą siłą. Na wodzie widzieliśmy kilkudziesięciu serwerów, próbujących pokonać fale. Obok kilku chłopaków grało w nogę. W upale między plażowiczami co chwila przechodził jakiś handlarz. Jeden sprzedawał biustonosze od bikini, drugi chusty, trzeci proponował okulary przeciwsłoneczne. Generalnie na Cocacabanie można kupić wszystko od obnośnych sprzedawców. A świeżo zrobiona Caipirina wypita na plaży bez ruszania się z miejsca to czysta przyjemność. Dopiero tam docenia się orzeźwienie jakie daje ten typowy brazylijski drink. Oczywiście podjęliśmy próbę (i to dosłownie tak wyglądało) wykąpania się w oceanie na słynnej plaży.  Siła fal które tworzą się w strefie przyboju na Copie jest tak duża, że trudno ustać na nogach, wchodząc zaledwie po kolana do wody. Po „przebiciu” się przez strefę przyboju pływanie również jest utrudnione przez fale oraz prąd wsteczny. Udało nam się jednak schłodzić w wodach oceanu. O czym niestety jeszcze trzeba powiedzieć to ogromna ilość śmieci pływająca w wodzie, co niestety skutecznie psuje renomę Cocacabanie. Nam osobiście bardziej przypadła do gustu mniejsza plaża położona pod Górą Cukru (Praia Vermelha). Jest ona położona w małej zatoczce, przez co fale są mniejsze. Otoczenie skał sprawia, że jest bardzo malownicza. Obok plaży znajduje się ścieżka turystyczna prowadząca na cypel półwyspu. Trasę pokonuje się w wiecznie zielonym lesie, który zamieszkują małe, urocze małpki – marmozety.

3_rio (106)
Praia Vermelha

Skoro zaliczyliśmy sławną Cocacabanę pozostał nam jeszcze jeden obowiązkowy punkt zwiedzania Rio – pomnik Chrystusa na górze Corcovado. Mając cztery dni w Rio, codziennie patrząc rano w  niebo zastanawialiśmy się, czy to dzisiaj wjedziemy na górę. I przez pierwsze 2 dni pobytu za każdym razem rezygnowaliśmy. Dlaczego? Ponieważ warunkiem udanej wycieczki na Corcovado jest nie tylko ciepła pogoda, ale też doskonała widoczność. Tego drugiego przez pierwsze dni nam zdecydowanie brakowało. Trzeciego dnia postanowiliśmy zaryzykować i dłużej nie czekać. Rozpoczęliśmy wyprawę na wzgórze Corcovado z posągiem Chrystusa Odkupiciela. Okazało się szybko, że pomimo tłumów turystów, które codziennie tam zmierzają, dotarcie na szczyt i jeszcze „załapanie” się na jako, taką widoczność jest nie lada wyzwaniem. Otóż, istnieją dwa sposoby dotarcia pod nogi najsłynniejszego pomnika Jezusa. W obu wersjach najpierw należy dojechać metrem do stacji Largo do Machado, stamtąd trzeba złapać autobus (odjeżdżają co chwila) do kolejki na Corcovado. W tym miejscu obie metody się rozmijają. Można wybrać kolejkę (wybudowaną w 1884 roku) górską, która wwozi nas praktyczni pod sam pomnik. Oprócz bardzo wysokiej ceny (czego można się akurat spodziewać) ma jeszcze jedną ogromną wadę – kolejki do kupna biletów. Istnieje również system rezerwacji przez Internet, lecz on też proponuje na kilka dni przed planowanym wjazdem jedynie godziny najmniej oblegane. Wiedząc o tym zdecydowaliśmy się na drugą opcję (kosztującą praktycznie tyle samo). Od stacji kolejki górskiej jeżdżą busy, wjeżdżające do granicy rezerwatu przyrody Tijuca. Po drodze bus zatrzymuje się na chwilę na punkcie widokowym Dona Marta, z którego również rozpościera się najbardziej znana i charakterystyczna panorama Rio. Z punktu można podziwiać również pomnik, jednak na tej wysokości (około 700 m n.p.m.) był on już dla nas zasłonięty chmurami. Po dojechaniu do granic rezerwatu należy zapłacić za wstęp. Rezerwat Tijuca obejmuje granitowy, wysoki na 710 m ostaniec porośnięty gęstym, zielonym lasem atlantyckim. Wiedząc już, że trafiliśmy na słabą widoczność (z dołu wydawało się, że jest idealnie) trochę rozczarowani wysiadaliśmy z busa. Zdecydowaliśmy jednak, że pokonaliśmy już długą drogę, że jutro nie ma pewności, czy trafimy lepiej, więc trzeba wjechać dzisiaj i koniec. Od parkingu czekała nad kolejna droga, którą pokonuje się specjalnymi busami rezerwatu, już na samą górę. Podchodząc z tą determinacją do kasy, zostaliśmy jednak szybko sprowadzeni na ziemię przez pana w kasie, który nawet umiał mówić po angielsku. Postanowił uświadomić nas, że na górze jest słaba widoczność. Jak byśmy nie wiedzieli stojąc w tym gęstym, wilgotnym lesie i nie widząc nic przez mgłę w granicy 50 m!

3_rio (48)
Widok na Rio z punktu widokowego Dona Marta

Parking na górze Corcovado znajduje się poniżej pomnika. Po wyjściu z busa trzeba wdrapać się po schodach na górę. Szczyt otoczony był chmurą, jednak wchodząc po schodach mogliśmy dostrzec fragmenty pomnika, przebijające się przez chmurę. Bezpośrednio pod pomnikiem wybudowane są punkty widokowe, na których kumuluje się masa turystów. Tłok, wilgoć w chmurze i upał powodują się na szczycie jest niezwykle duszno. Wszyscy próbują ochładzać się, wachlując czym popadnie i wszyscy czekają. Czekają, aż Jezus wyjrzy zza chmury, aż będzie można w końcu zrobić zdjęcie z rozłożonymi jak on ramionami. By w pełnej okazałości zobaczyć trzydziestometrowy posąg Chrystusa Odkupiciela trzeba uzbroić się w cierpliwość. Dlatego warto mieć rezerwę czasu by w razie potrzeby przeczekać na szczycie aż widoczność się polepszy. Na cierpliwych i wytrwałych czeka widok pomnika w całej okazałości, a czasem na nawet lekko przewiany widok na cudowną panoramę Rio.

Chrystus Odkupiciel
Chrystus Odkupiciel

Rio nas zaskoczyło. Na pewno nie możemy powiedzieć, że całkowicie rozczarowało. Nie zdecydowaliśmy się na „wycieczkę” do faveli. Wcale nie ze względów bezpieczeństwa, to nie jest problem. Takie „wycieczki” są organizowane jak zwiedzanie zabytków. Różnica jest tylko taka, że przewodnikiem jest człowiek akceptowany przez ludność faveli. Odnieśliśmy wrażenie, że favele stały się jedną z atrakcji turystycznych Rio. W najstarzej faveli znajduje się pomnik Maechela Jeksona, a dzieci na ulicy sprzedają pamiątki z faveli. I to nas zdecydowanie zniechęciło do takiego zwiedzania. Jednak, nie czujemy potrzeby zwiedzania dzielnic nędzy. Bardzo dobrze opisał to nas przewodnik z free walking tour w Salwadorze – „human safari”. Określenie to oddaje klimat takiej „wycieczki”. Wolimy samemu odkrywać miasto, nie oglądać przygotowanych specjalnie dla turystów przedstawień, ani wchodzić przysłowiowo na czyjeś podwórko. Włócząc się samemu po mieście znaleźliśmy sambodrom, a na którym odbywa się słynny karnawał. Oglądając relację z karnawału wszyscy myślą, że parada pląsając radośnie porusza się przez cale miasto. W tej kwestii również spotkało nas zaskoczenie. Parada szkół samby przechodzi tylko przez Sambodrom, który wygląda jak połowa pasa startowego, z trybunami po bokach. Jest to ciekawa konstrukcja, jednak zmienia wyobrażenia na to jak wygląda karnawał. My mamy nadzieję, że na reszcie ulic Rio podczas karnawału trwa ciągła impreza, a sambę słychać za każdym rogiem. Nam udało się usłyszeć jedynie kolędy w rytmie samby (był listopad).

Sambodrom
Sambodrom

Podsumowując, tak dużą różnorodność Rio de Janeiro jest bardzo urzekająca. Każdego dnia można wczuć się w inny klimat, i inną dzielnicę, całkowicie odmienną od wczorajszej.  Pomimo, początkowego zaskoczenia i lekkiego przestraszenia (tak te szczury), po dwóch dniach czuliśmy się bezpieczni i zaczęliśmy rozumieć specyfikę tego miasta. Nawet przy wracaniu późną porą metrem, nie byliśmy specjalnie zaczepiani. Carioca są bardzo sympatyczni i pomocni, nie trzeba wpadać w panikę jeśli zaciekawieni zapytają skąd jesteśmy, albo jak nam się podoba. Na pewno zrobią wszystko by igrzyska olimpijskie pozostawiły u wszystkich same dobre wspomnienia. Na koniec kilka praktycznych informacji:

  1. Jak dojechać z lotniska do centrum Rio de Janeiro?

Najtańszą opcją jest przejazd autobusem do stacji metra. Autobus z lotniska jedzie po specjalnym buspasie, który ciągnie się kilkanaście kilometrów. Z miejsca pasażera wygląda to tak jakby jechał pociągiem. Buspas jest oddzielony od drogi betonowymi ściankami. Porusza się bardzo szybko, nie zatrzymując na większości przystanków. Bilet można kupić na lotnisko. Jest to karta prepey na którą ładuje się ilość biletów. Karta ta działa również na autobusy oraz metro. Jest jednak problem z jej ładowaniem, ponieważ automatów jest mało do ładowania jej i są zawsze do nich kolejki. Metro ma swoją, trochę inną kartę, którą naładujemy na każdej stacji. Autobus dowozi nas na stację Vicente de Carvalho, gdzie przesiadamy się na metro (zielona L2) w kierunku centrum.

  1. Jak poruszać się po Rio?

W Rio komunikacja składa się z autobusów, metra oraz tramwaju. Autobusy są różnego typu, te jeżdżące na lotnisko są nowoczesne i klimatyzowane, można jednak natknąć się na starsze pojazdy. Jednak niezależnie od wieku, system opłat jest taki sam albo przed wejściem do autobusu jest kołowrotek albo w autobusie. W Rio w godzinach szczytu zarówno autobusy jak i metro są bardzo zatłoczone, trzeba to wziąć pod uwagę planując dzień.

Metro jest najwygodniejszym środkiem transportu w Rio. Dwie linie pozwalają dojechać prawie wszędzie, przy połączeniu z autobusami. Podczas naszego pobytu w budowie była kolejna linia metra obejmująca południowo-zachodnią część miasta.  Metro jest bezpieczne i szybkie. Ciekawostką są różowe wagony, przeznaczone tylko dla kobiet.

Tramwaj to domena Santa Teresy. Linia żółtego tramwaju bieganie od Placu Carioca do najwyższego wzniesienia dzielnicy Santa Teresa. Charakterystyczny żółty tramwaj jest tak naprawdę zabytkiem, poruszającym się po regularnej linii. Nie ma on okien miejsca, to drewniane ławy, dodaje to uroku podróży przez Santa Teresę. Podczas naszej wizyty w Rio w budowie była linia tramwaju w centrum. Będzie to nowoczesny tramwaj ułatwiający komunikację w starym centrum Rio. Zgodnie z planem ma być zakończony przez rozpoczęciem igrzysk olimpijskich.

Puste centrum i budowana linia tramwajowa
Puste centrum i budowana linia tramwajowa
  1. Gdzie spać w Rio?

W Rio można wybierać w ofercie noclegowej. Najbardziej ekonomiczny scenariusz hostelowy również daje wiele opcji. W Rio znajdziemy mnóstwo hosteli. Jedno z najważniejszych kryteriów jest lokalizacja, gdyż każda dzielnica to inny świat. Lokalizacja natomiast zależy od naszych oczekiwań. Jeśli pragniemy spędzić wiele czasu na słynnej Cocacabanie, szukajmy noclegów w tej dzielnicy lub pobocznych. Warto również, brać pod uwagę odległość do najbliższej stacji metra. Jeśli chcemy poczuć bohemę i imprezować całe noce, znajdźmy coś w okolicach Lapy. Dla ceniących spokój i cudowne widoki, na pewno spełnieniem pragnień będzie hostel w Santa Teresa. My wybraliśmy centrum Rio kierując się jedynie kryterium komunikacyjnym. Jakie jest centrum w dni wolne i wieczorami, nie musimy powtarzać. Z naszego doświadczenia możemy tylko poradzić, by upewniać się, że dogadamy się w hostelu po angielsku.

  1. O czym trzeba pamiętać?

– sprawdzać pogodę i prognozy, by wiedzieć kiedy wybrać się na Corcovado. Wjechanie tam na daremnie może być bolesne nie tylko dla portfela ale również dla psychiki.

– wymianie pieniędzy w dzielnicy Cocacabana. W innych dzielnicach nie ma zbyt wielu kantorów

– robieniu zakupów w piątek, ponieważ w weekend wszystko będzie zamknięte

– orientowaniu się na mapie podczas włóczenia się po mieście. Nie chodzi o prawdopodobieństwo zgubienia się, tylko o podstawowe środki bezpieczeństwa. Czasem zmierzając do jakiegoś celu, możemy niepostrzeżenie wejść do faveli. Favele znajdują się najczęściej na wzniesieniach okalających centrum Rio. Są t miejsca gdzie budowanie domów było bardzo utrudnione. Ulicę w favelach są najczęściej nieopisane na mapach, kręte, pnące się w górę. Najwyższe „budynki” faveli to domy najważniejszych mieszkańców, im niżej tym z wodą i ściekami poziom obniża się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *